Alpy
Św. Pius X, PapieżBeatissima Virgo Maria. Dominare nostri Tu et Filius.Ultra montesHerb zakonu Kartuzów. Stat Crux dum volvitur orbisPapież Pius XII

W obronie papiestwa i nieomylności Kościoła rzymskiego


LATINITAS | MARIOLOGIA | MSZA ŚW. I KAZANIA | KSIĄŻKI W DJVU | ARTYKUŁY I KSIĄŻKI W PDF | CYTATY ULTRA MONTES | "Pod sztandarem Niepokalanej"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
MODLITWY I MEDYTACJE  |  PISMO ŚWIĘTE  |  OJCOWIE KOŚCIOŁA  |  ŚW. TOMASZ Z AKWINU  |  KATECHIZMY KATOLICKIE  |  HERETYCY I APOSTACI
WYZNANIE WIARY  |  DLA KATOLIKÓW RZYMSKICH  |  DEKLARACJA DOKTRYNALNA

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *
Habentes ergo pontificem magnum, qui penetravit caelos, Iesum Filium Dei, teneamus confessionem.
Mając tedy wielkiego arcykapłana, który przeniknął niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmyż przy wierze.
(Hebr. IV, 14)
 


"O quam magnis homines erroribus tenentur! Qui jus dominandi trans maria capiunt permittere felicissimosque se judicant, si multas per milites

Provincias obtinent, et novas veteribus adjungunt, ignari: quod sit illud ingens parque Caelis Regnum imperare sibi, maximumque Imperium".

(Seneca)

-------------------

"O jak w ciężkich błędach ludzie zostają którzy moc panowania za morzami chwytają, i za najszczęśliwszych się poczytują gdy wiele przez żołnierzy
Prowincji pochłoną i nowe do dawnych przyłączą. Nie wiedzący: że to jest Najszlachetniejsze równe Niebu Królestwo,
panować nad sobą, ta największa władza".
(Seneka)


"Pod sztandarem Niepokalanej". Czasopismo rzymskokatolickie. Nr 133. Maj 2021 (nowość)

"The Reign of Mary". No. 179. Winter 2021 (nowość)

"Beiträge". Nr. 158. Juni-Juli 2021 (nowość)

"Adsum". May 2021 (nowość)

Ks. Piotr Ximenes. Krótki wykład świętej Ewangelii na Niedzielę III po Świątkach

Ks. Marian Morawski SI. 1. Kazanie na uroczystość Serca Jezusowego 2. O nabożeństwie do Najśw. Serca Jezusowego ( PDF ) 3. O Sercu Jezusowym ( PDF )

O. Artur Vermeersch SI. Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa w praktyce i w teorii

Ks. J. V. Bainvel SI. 1. Kult Serca Bożego. Teoria i rozwój  2. Dogmat i myśl katolicka PDF )

Ks. Antoni Krechowiecki. 1. Errata historii co do Papiestwa w kolei wszystkich wieków. Studium krytyczne ( PDF ) 2. Nieomylność papieska... PDF )

Bp Mark A. Pivarunas CMRI. Nieomylne nauczanie papieża Piusa XII i Jego świątobliwych poprzedników potępia błędy i herezje Vaticanum II PDF )

Ks. Joseph Paul Hau Pham. List do duchowieństwa diecezji Bac Ninh w Wietnamie. (List otwarty byłego kapłana Novus Ordo) PDF )

Ks. Kevin Vaillancourt. Abyśmy nie zapomnieli: Głos sprzeciwu wobec "kanonizacji" Jana Pawła II PDF )

"Foro Católico". Relacja hiszpańskiej żydówki na temat tajnej historii Opus Judei PDF )

Ks. Noël BarbaraPapieska nieomylność a dzisiejszy kryzys w Kościele ( PDF )


NOWE ARTYKUŁY I KSIĄŻKI W FORMACIE PDF:

Ks. Dr Diodor Kołpiński. O powrót Rosji do Kościoła Katolickiego HTM ) (nowość)

Ks. Prof. Dr Marian Morawski SI. Encyklika Leona XIII "Immortale Dei" i liberalizm. (Teoria liberalna a chrześcijańska o państwie) HTM ) (nowość)

Ks. Jan Pawelski SI. Ostatni z dynastii więźniów watykańskich HTM ) (nowość)

M. Maria Dominika CMRI. W 60 rocznicę śmierci papieża Piusa XII HTM ) (nowość)

*  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *

NOWOŚCI. OSTATNIO DODANE TEKSTY

(14 CZERWCA, 30, 24 MAJA, 30, 20, 17, 13, 4 KWIETNIA, 31, 23, 16, 9, 5 MARCA, 27, 20, 9 LUTEGO, 27, 20, 6, 1 STYCZNIA 2021;
25, 12, 7 GRUDNIA, 28, 18, 12 LISTOPADA, 30, 22, 16, 7 PAŹDZIERNIKA, 30, 25, 15 WRZEŚNIA, 31, 29, 11 SIERPNIA, 23, 16 LIPCA 2020)

Ks. Marian Morawski SI. Filozofia i jej zadanie (uzupełniono)

Ks. Marian Morawski SI. Filozofia... Treść dawnej Scholastyki w Summach XIII wieku. (Summy scholastyczne i Encyklopedia Hegla – stanowisko i przedmiot Summ – Summa Aleksandra z Hales – Albert Wielki, jego życie i olbrzymie prace – jego Summy – Albert i Tomasz z Akwinu – młodość Tomasza – jego prace i sława – Summa contra gentes – historia, plan i treść tego dzieła. – Wykład Tomasza – Summa teologiczna – jej wstęp – zarzuty przeciwko stanowisku Scholastyki – Brücker, Hermes, Günter, Hegel itp. – protestanci o Scholastyce – pamiętne słowo Lutra – wyjaśnienie rzeczy u Tomasza. – Rozkład Summy teologicznej – jej budowa gotycka – jej styl – Scholastyka i architektura XIII wieku. – Inne zarzuty przeciwko Scholastyce – jej niebotyczność – wykończenie szczegółów – treściwość – słownictwo scholastyczne. – "Jakoż Summa Contra Gentes jest dopiero próbą i przegrywką do drugiej Summy, zwanej Summa theologica, która słusznie uchodzi za arcydzieło Scholastyki, a którą Tomasz napisał w zaciszu klasztoru neapolitańskiego, między rokiem 1270 a 1274, tj. już pod końcem swego zawodu, będąc w sile dojrzałego wieku i dojrzałego geniuszu. Przedmiot tego dzieła jest ten sam, co Summy przeciwko poganom: Catholica veritas, sapientia, mądrość chrześcijańska w swej całości ujęta – ale stanowisko jest zupełnie inne. Tam rozprawiał Tomasz jako filozof chrześcijański z filozofami arabskimi, tu przemawia jako mistrz do swoich uczniów, wiernych synów Kościoła, znających i przyjmujących bezwzględnie naukę wiary. «Ponieważ mistrz prawdy katolickiej, mówi on na wstępie, nie tylko wykształconych nauczać powinien, ale też początkujących kształcić, wedle słów Apostoła: Jako maluczkim w Chrystusie napawałem was mlekiem a nie pokarmem: zamiarem naszym w tym dziele jest wyłożyć wszystko, co do religii chrześcijańskiej należy, w sposób odpowiedni do nauki początkujących... A przeto, unikając niepotrzebnych zagadnień, powtarzań i nieładu, będziemy się starali z Boską pomocą przedłożyć całość umiejętności świętej krótko i jasno, według wymagań przedmiotu». Po tym skromnym wstępie, który zdaje się raczej katechizm zapowiadać, aniżeli olbrzymie dzieło filozoficzno-teologiczne, które dotąd uchodzi za najszczytniejszy płód umysłu ludzkiego, autor przekłada, czym jest ta doctrina sacra, na czym zależy ta synteza teologii z filozofią, która, jak się rzekło, stanowi samą istotę Scholastyki") (nowość)

"Róża Duchowna". Za przyczyną Maryi. Przykłady opieki Królowej Różańca św. (uzupełniono)

"Róża Duchowna". Co mówią o różańcu wybitni ludzie. (Znakomity pisarz historii kościelnej, Rohrbacher w swym dziele "Powszechna historia Kościoła" (w XVII) pisze: "Św. Dominik przez zaprowadzenie różańca św. gromadzi pod chorągiew Najświętszej Panny Maryi armię modlitwy. Różaniec stał się nabożeństwem wszystkich narodów katolickich. Tej popularności nikt się dziwić nie może, kto poznał powyższe nabożeństwo. Czyż znak krzyża, od którego się zaczyna, nie jest znakiem chrześcijan? «Wierzę w Boga» jest wyznaniem wiary, które męczennicy odmawiali zarówno przy chrzcie św., jak i pod mieczem kata. «Ojcze nasz» jest modlitwą, której sam Bóg raczył nas nauczyć. «Zdrowaś Maryjo» to pozdrowienie rozpoczęte na zlecenie nieba przez Archanioła, prowadzone dalej z natchnienia Ducha Świętego przez św. Elżbietę, matkę św. Jana Chrzciciela, dokończone zaś przez Kościół św., z którym zawsze był, jest i będzie Duch Święty. «Chwała Ojcu», jest uwielbieniem, jakie ziemia, niebo, aniołowie i ludzie po wszystkie wieki i na wszystkich miejscach Trójcy Przenajświętszej oddają. Czymże jest piętnaście tajemnic, jeśli nie odbiciem Ewangelii św.? Zaprawdę nie znam żadnego lepszego ćwiczenia, ażeby rozszerzyć skupienie, skromność i pobożność w modlitwie, ażeby nauczyć rozważania umysłem i sercem. Mówimy to dla uczonych, którzy o tym nie wiedzą, nie dla prostaczków, którzy znają to z doświadczenia". Tak wyraża się o nabożeństwie różańcowym uczony. Jakże więc nazwać tych, którzy często słyszeć się dają ze zdaniem wprost przeciwnym) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Świąteczny 1894. O sprawach Ducha Świętego działającego w Kościele świętym. PDF ) (Duch Święty jest zesłan Kościołowi na to, aby był jego Nauczycielem, tj. aby oświecał nauczycieli Kościoła, papieża i biskupów w tym, czego mają wiernych nauczać w rzeczach wiary świętej. A czy papież i biskupi potrzebują Ducha Świętego? Potrzebują: a) aby Ewangelię św. dobrze wyrozumieli, b) aby Ewangelię św. dobrze wykładali. Pan Jezus opowiedział całą Ewangelię Apostołom i przykazał im opowiadać ją wszystkim narodom. Z biegiem bowiem czasów, z rozwojem nauk świeckich powstają nowe teorie, uderzają na Pismo św. i naukę Kościoła. Z drugiej strony papież, biskupi są ludźmi podległymi omyłce, błędowi. Po ludzku mówiąc: łatwo mogłoby się stać, że słowo Boże mogłoby być źle zrozumiane i fałszywie wykładane, gdyby Duch Święty nie był w Kościele przy papieżu i biskupach, nie chronił ich od wszelkiego błędu, nie strzegł powierzonego depozytu, nie sprawiał, że po wszystkie czasy, miejscach i od wszystkich pasterzy w jednym rozumieniu słowo Boże opowiadane było i będzie – nieskażenie) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Świąteczny 1895. O łaskach i darach szczególnych Ducha Świętego udzielonych świętym Apostołom. PDF ) (Pan Jezus wstępując do nieba, dał rozkaz Apostołom: "Idźcie na cały świat, opowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, zbawion będzie; kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 15-16). Do tego potrzeba było, aby sami zrozumieli i świadomi byli tej nauki. Bez łaski i mocy Ducha Świętego nigdy by nie byli zrozumieli całkowicie nauki Jezusa. Obaczmy, jaka to była nauka; a jacy byli Apostołowie, których Pan Jezus posłał na jej opowiadanie? Nauka Jezusa, to dar z nieba, objawienie Boskiej mądrości i miłości, pełna tajemnic nadprzyrodzonych. Najgłębszy mędrzec nie zdołałby wymyśleć, ułożyć, zgłębić, wyrozumieć tej nauki. A nie dopiero prości ludzie, jakimi byli Apostołowie. Przez 3 lata słuchali, co prawda, tej nauki, ale jakże tępo pojmowali, jak mało spamiętali. Oni nawet nie zrozumieli celu przyjścia Jezusa na świat. Wciąż sobie roili, że Pan Jezus na to przyszedł, aby odbudował ziemskie polityczne królestwo, potęgę żydowską, wyswobodził ich z pod panowania Rzymian, że ich uczyni ministrami, nie rozumieli, że potrzebna była męka i śmierć Jezusa, gorszyli się nawet (Mt. 16, 22), w zmartwychwstanie Pana Jezusa niełatwo uwierzyli. Nie przejęli się duchem nauki Jezusa. Wiele z tej nauki zapomnieli. Otóż Duch Święty dopiero ich oświecił, podobnie jakby ogień z nieba rozniecony; przypomniał, co z ust Pana Jezusa słyszeli. A jak cudowne było to oświecenie. Rozchodzą się po całym świecie w różne strony: Andrzej do Scytów, św. Filip do Azji, Szymon do Persji, Tomasz do Indii, Piotr... – a w ich opowiadaniu taka zgoda, jedność. Za natchnieniem Ducha Świętego niektórzy spisują księgi. Duch Święty natchnął, kierował ich rozumem, sam przez nich pisał, działał, dyktował, nauczał. Sprawił, że słowo Boże zawarte częścią w Piśmie św., częścią w tradycji, całkowicie, nieskażenie do nas przeszło i zachowuje się w Kościele do końca świata) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Świąteczny 1896. O wielkiej miłości Boga ku ludziom i dlaczego wiele ludzi nie miłuje Boga - i jakie stąd skutki? PDF ) (To jest zasadniczą prawdą wiary naszej, że ten świat widzialny wraz z ludźmi na nim żyjącymi nie powstał przypadkowo, ale go stworzył Bóg przedwieczny, a stworzył dla chwały swojej, dla szczęścia stworzeń. A kiedy ludzie przez grzech odpadli od Boga, nie przestał ich miłować, lecz zesłał na świat równego sobie w Bóstwie Syna, aby wszelki,  który wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Syn Boży z miłości poniósł śmierć okrutną dla zbawienia ludzi, pojednał nas z Ojcem, odzyskał nam utraconą łaskę Bożą i zesłał Ducha Świętego, a w Duchu Świętym miłość rozlana w sercach naszych (Rzym. 5, 5), przez Niego poznaliśmy całe dzieło odkupienia świata. Sama treść dzisiejszej Ewangelii naprowadza nas, aby mówić I. o wielkiej miłości Boga ku ludziom, II. dlaczego wiele ludzi nie miłuje Boga i jakie za tym idą skutki. Duchu Święty! spuść promień miłości do serc naszych, abyśmy Cię za to tak umiłowali, jak tego jesteś godzien) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Świąteczny 1897. O wierze świętej - jej potrzebie i pożytkach - o skutkach z jej utraty i środkach jej zachowania. PDF ) (Uroczystość Zesłania Ducha Świętego na Apostołów jest niejako urodzinami Kościoła. Odtąd Duch Święty ciągle w nim przebywa, rządzi nim, oświeca go, darzy go darem nieomylności. Jest duszą Kościoła i czyni go świętym. Rzeki świętości płyną z Jego obecności na pojedyncze członki Kościoła; On oświeca, uświęca, pociesza, wzmacnia duszę pojedynczego katolika, nie stawiającego przeszkody, łaską swoją, a pierwszym skutkiem łaski jest wiara. I. O wierze dziś mówić zamierzyłem, o jej potrzebie i pożytkach. II. O skutkach z jej utraty i środkach zachowania) (nowość)

Bp Mark A. Pivarunas CMRI. Błogosławione zmiany liturgiczne Papieża Piusa XII. PDF ) (Jakże opatrznościowy pod wieloma względami był pontyfikat Papieża Piusa XII! Jedną z bardzo znaczących i opatrznościowych decyzji tego Papieża, zwanego Pastor Angelicus – Pasterz Anielski – było złagodzenie postu eucharystycznego obowiązującego od północy do trzech godzin dla pokarmów stałych i alkoholu oraz do jednej godziny dla innych płynów; picie wody nie było już naruszeniem postu. Od lat uważamy to za coś oczywistego; jednakże, gdyby nie to papieskie złagodzenie jakże trudno byłoby nam w tych wyjątkowych czasach... Jeśli chodzi o post, wierni są często zdezorientowani odnośnie przestrzegania postu w Wielką Sobotę. Przed Papieżem Piusem XII post kończył się w południe, ponieważ Wigilia Paschalna odbywała się w sobotę rano. Jednakże, gdy Papież Pius XII przywrócił Wigilię Paschalną na jej pierwotne miejsce, czyli Wielko-Sobotni wieczór – tak jak to było w pierwotnym Kościele przez wiele stuleci – przedłużył post do północy. Piękne ceremonie Wigilii Paschalnej wyraźnie świadczą o tym, że odbywały się one w godzinach wieczornych, ponieważ Exsultet i następująca po nim prefacja śpiewana przez diakona wielokrotnie odwołuje się do "O beata nox" – "O błogosławiona nocy!". Jakże ważne jest odprawianie tych ceremonii w ciemnościach godzin wieczornych, kiedy podczas błogosławieństwa paschalnego ognia i paschału ciemności rozpraszają się dzięki Chrystusowi – Światłości świata! Pamiętajmy zawsze, że nieomylność Kościoła rozciąga się na zasady ogólnej dyscypliny Kościoła i że święta liturgia jest częścią drugorzędnego przedmiotu tej nieomylności. Lex orandi – lex credendi (prawo modlitwy prawem wiary) jest szczególnym zastosowaniem tej nieomylności. Na Soborze Watykańskim I w 1870 roku Papież Pius IX i wszyscy biskupi tego soboru nauczali: "Nikomu zaś nie wolno odwoływać się od wyroków Stolicy Apostolskiej, ponad którą nie ma żadnej wyższej władzy, a także nikt nie może osądzać jej wyroku") (nowość)

"Traditio". Czytelnik pyta: "Czy sakramenty (?) neokościoła Novus Ordo są ważne, czy są nieważne (fałszywe), ponieważ nieważni są prezbiterzy-szafarze neokościoła?". PDF ) (Oczywiste jest, że poza dwoma możliwymi wyjątkami w neokościele nie ma ważnych sakramentów. Nieważne sprotestantyzowane pseudosakramenty neokościoła, które zastąpiły sakramenty katolickie wkrótce po Vaticanum II (1962-1965) są wadliwe (nieważne, fałszywe) z powodu wady formy (formuły) i/lub materii i/lub intencji szafarza. W neokościele spowiedź (którą neokościół nazywa teraz "pojednaniem"), komunia, bierzmowanie, święcenia kapłańskie (które neokościół nazywa teraz – podobnie jak protestanci – "instalacją", czyli "wprowadzeniem na urząd") oraz ostatnie namaszczenie (które neokościół nazywa teraz "błogosławieństwem chorych") są ewidentnie wadliwe (nieważne, fałszywe) z powodu wady formy (formuły) i/lub materii i/lub intencji szafarza. Co więcej – ponieważ sakrament święceń został zniesiony w 1968 roku i zastąpiony neokatolicką "instalacją" ("wprowadzeniem na urząd") zwykłych sprotestantyzowanych prezbiterów-szafarzy – w Novus Ordo nie ma ważnego kapłaństwa. Dwoma prawdopodobnymi wyjątkami są chrzest (który neokościół obecnie nazywa "wtajemniczeniem") i małżeństwo) (nowość)

Ks. Maciej Józef Scheeben, O. Euzebiusz Nieremberg SI. Uwielbienia łaski Bożej (uzupełniono)

Ks. Maciej Józef Scheeben, O. Euzebiusz Nieremberg SI. Uwielbienia... IV. 13. O cudownej potędze łaski objawiającej się w niszczeniu słabości natury naszej. (Ta potęga łaski, przewyższająca naturę, wydaje się jej na pierwszy rzut oka przeciwną, nieszczęściem i złem nieopisanym i dlatego to natura tak się opiera przewadze i potędze łaski. Atoli łaska chce naturę zniszczyć dlatego, aby ją wskrzesić do życia nowego i niebieskiego i podczas kiedy jej wszystko zabiera, co tylko posiada, kocha i pragnie, a nawet zabiera samą siebie, roztapia i druzgoce aż do wnętrza samego; równocześnie wlewa do tych ran jej tak miły balsam, iż dla natury nie ma nic słodszego nad owo ogołocenie i zranienie. Zapytajcie się Świętych, czy doznawali kiedy większej radości, czy opływali kiedy w innym czasie bardziej w rozkosze i słodycze rajskie, jak w owych chwilach zaparcia się siebie samych i ofiarowania się Bogu z duszą i z ciałem. Niechaj wam za wszystkich odpowie św. Franciszek Ksawery, który tak mówi, iż nie zna nic słodszego i milszego nad to, kiedy się człowiek siebie samego zaprze i przezwycięży. Zapytajcie się siebie samych szczerze, czyście kiedy doznali większej, słodszej i szczytniejszej uciechy nad ową chwilę, kiedyście poskromili mocną i silną żądzę natury przewrotnej, lub w ogóle, kiedyście dokonali aktu heroicznego zaparcia się siebie samych za pomocą łaski Bożej! Jeżeli zatem łaska udzielić mogła Świętym takiej nadludzkiej i cudownej mocy, iż wynosili się ponad siebie samych z odwagą heroiczną i prowadzili w ciele życie nadprzyrodzone i anielskie: to czyżby i tobie nie mogła użyczyć takiej mocy i potęgi, abyś mógł prowadzić życie odpowiednie twej godności wysokiej, nie zaś takie, jakie przystoi niewolnikom ciała, lub nawet bezrozumnym zwierzętom? Wierzaj mi, łaska wszystko może, a ty sam doznawszy jej potęgi, zawołasz z Apostołem: "Wszystko mogę w Tym, który mię umacnia" (Filip. IV, 13); mogę ciało rozpustne poskromić, żądzę ujarzmić, pożądliwości cielesne przełamać, skłonności złe do szczętu wyrwać, przywiązania i upodobania grzeszne okroić, chociażby nóż łaski dotarł aż do krwi samej; mogę upokorzyć się i poddać wszystkim dla Boga; mogę wreszcie umrzeć z Chrystusem i za Chrystusa; mogę długo umierać i to wszystko mogę ze stałością, rozkoszą i uciechą niewysłowioną! O potęgo niebieska, o dobrodziejstwo niepojęte, o cudzie łaski przemieniający tę chwiejącą się trzcinę, ten lekki puch, tę bańkę mydlaną natury naszej w kolumnę spiżową, w mur kamienny i silny! O siło niewysłowiona, umacniająca naturę naszą nie tylko przeciw nieprzyjaciołom zewnętrznym, ale także przeciw sobie samej, i czyniącą ją mocną i niezwyciężoną!) (nowość)

Ks. Jan Rostworowski SI. Tajemnica jedności katolickiej. PDF ) (Przez charaktery sakramentalne i przez łaskę, a osobliwie przez Eucharystię, tworzą wierni jedno ciało, i to ciało nie inne, tylko Chrystusowe. "Wy jesteście ciałem Chrystusowym i członkami z członka". Będąc zaś tym żywym ciałem, nie mogą nie mieć i Chrystusowego ducha. A duchem tym, który i Chrystusa napełnia i ciało Jego ożywia, nie jest nic innego tylko trzecia osoba Trójcy, Duch Przenajświętszy. O tym przedziwnym pierwiastku ożywczym mówi św. Paweł: "Wszyscy my w jednym Duchu w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni i jednym Duchem napojeni". Ten Duch, którego za Leonem XIII Pius XII nazwał świeżo "duszą" kościelnego organizmu tak jest nieodzowny i dla całego ciała i dla każdego członka z osobna, że Apostoł nie waha się kategorycznie stwierdzić: "Kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego". Przez tego Ducha i tylko przez tego Ducha stajemy się i jesteśmy Chrystusowi. Pamiętać jednak trzeba, że ten Duch nie jest w nas bynajmniej pierwiastkiem statycznym. On nami rządzi i nas porusza. "Którzykolwiek Duchem Bożym są rządzeni – Quicumque spiritu Dei aguntur – ci są synami Bożymi", powiada Apostoł. Ten Duch uczy nas modlitwy i z nami się modli, On w nas i przez nas świadczy, On daje rozumienia i odczucia, On przez nas przemawia. Właściwością zaś tego Ducha jest, jak mówi Mędrzec, że On, choć bardzo "rozmaity" jest jeden "i choć w sobie trwa (nieodmiennie), wszystko odnawia". Odnawia zaś wszystko na modłę Chrystusową, bo On na to jest nam dany, żeby "Chrystusa uwielbił" tj. ukształtował Go w każdej duszy z osobna i w całym Kościele... Nie trzeba, jak Apostoł mówi, "być mądrymi sami w sobie", trzeba pragnąć pouczenia z góry, a wtedy ono niezawodnie przyjdzie i bez żadnych słów, dowie się dusza przez Ducha Chrystusowego, co naprawdę w danym wypadku myśli i odczuciom Chrystusowym odpowiada. Tym tylko się tłumaczy cała przedziwna jedność Kościoła, że wszyscy w nim są, jak mówił Zbawiciel, albo przynajmniej być mogą, docibiles Dei, tj. ludźmi pouczanymi wewnętrznie przez Boga. Tym się tłumaczy i to, czego codzienne doświadczenie naucza, że nieraz najprostsi ludzie, byle dobrej woli i czystego serca, tak jasno widzą, co jest, a co nie jest Chrystusowe. Kto natomiast sobie tylko ufa i wewnętrznej mowy Ducha nie pragnie, ten, jeśli chodzi o drobniejsze rzeczy, mniej lub więcej krzywi swoją drogę; jeśli o rzeczy ważne, sam siebie wyklucza, bo "którzy nie mają Ducha Chrystusowego, ci nie są Jego". I tak Kościół się oczyszcza od pierwiastków jedności przeciwnych. Gospodarz winnicy odcina latorośle nie przynoszące tego owocu, o jaki On tak gorąco prosił "aby wszyscy byli jedno". Kościół więc dlatego jest jeden, że, jako żywe ciało Chrystusowe, rządzony jest przez Chrystusowego Ducha, który każdego z wiernych kształci wewnętrznie na Chrystusową modłę, że zaś tak istotnie jest, o tym można przekonać się namacalnie badając psychologię ludzi powracających do Kościoła z niewiary lub innych wyznań) (nowość)

Ks. Benedict Hughes CMRI. Moralne bankructwo modernistycznego neokościoła. PDF ) (Kilka dni temu przejeżdżałem obok czyjegoś ogrodu i zobaczyłem tam nie jednego, a dwa strachy na wróble. Zdałem sobie sprawę, że coraz rzadziej widuje się te karykatury – ot, jeszcze jedno echo minionej epoki. Ale przyszło mi też na myśl, że strach na wróble to właściwy symbol kościoła soborowego. Oczywiście strachy na wróble celowo mają wyglądać jak ludzie, aby odstraszać ptaki, które mogą zjadać rosnące rośliny lub wydziobywać ziarna z niedawno obsianych pól. Jednakże nie są ludźmi, ponieważ nie ma w nich duszy ani życia. Są pustymi garniturami odzieży mającymi przypominać ludzi. Na podobnej zasadzie Novus Ordo czyli kościół soborowy jest pustym kompletem ubrań. Ma wyglądać jak coś prawdziwego – czyli Kościół katolicki założony przez Jezusa Chrystusa – ale nie jest tym, za co się podaje. Jest pusty, pozbawiony życia. Ta pustka staje się coraz bardziej widoczna dla każdego uczciwego obserwatora. Moralne bankructwo soborowego kościoła było widoczne już od jakiegoś czasu. Co tydzień, jeśli nie codziennie, nasze poczucie przyzwoitości jest atakowane kolejną historią o wykorzystywaniu seksualnym lub jego tuszowaniu. Mnożą się skandale. Osoby obeznane z tematem, które zabierały głos, twierdzą, że widzimy tylko wierzchołek góry lodowej) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Wielkanoc 1895. Chrystusowa chorągiew trumfu i wesela. PDF ) (Wielkanoc, Bracia mili, to największa, najradośniejsza uroczystość w roku kościelnym; to oś i punkt środkowy wszystkich uroczystości. Do żadnej też innej uroczystości w roku nie stosuje Kościół święty tych słów Psalmisty przeze mnie założonych: Ten jest dzień itd. tylko do Wielkanocy. Tę radość wyraża Kościół potrójną procesją rezurekcyjną i wesołym śpiewem podczas niej nuconym, wyraża znakami, które podczas procesji obnosi, a potem na ołtarzu stawia, a tymi to godłami są krzyż z męką Pana Jezusa, przepasany czerwoną stułą i figura zmartwychwstałego Chrystusa z chorągiewką w ręku, to chorągiew tryumfu i wesela. W Wielki Piątek na krzyżu wycierpiał Pan Jezus wszystkie męki i katusze i zakończył okrutną śmiercią. Ciało Jezusa umęczone po śmierci Jego złożono do grobu; dusza Chrystusa zstąpiła do piekieł (do otchłani). Dzisiaj wszystko tchnie zwycięstwem, tryumfem, radością. Chrystus zwyciężył cierpienia – grób – piekło – krwią swoją obmył nas z grzechów, niebo otworzył, święte Sakramenty ustanowił; zmartwychwstaniem swoim przyszłe nasze zmartwychwstanie ubezpieczył, wszystkie nasze bóle, troski i niepokoje osłodził. Więc wesołe Alleluja – weselmy się, radujmy się, rozlega się po wszystkiej ziemi chrześcijańskiej, brzmi w każdym domu katolickim, w każdej duszy chrześcijańskiej. Przypatrzmy się dzisiaj bliżej znaczeniu tej chorągwi Chrystusa, bo to chorągiew tryumfu i wesela, a będzie to ku większej czci...) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Homilia na Poniedziałek Wielkanocny (1893 r.). (Osnuta na "Catena aurea" św. Tomasza z Akwinu i komentarzu Korneliusza a Lapide). PDF ) (Zamierzywszy wam, moi Mili, wyłożyć dzisiejszą Ewangelię, nie wiem, co nam dzisiaj więcej podziwiać się godzi: czy mądrość Pana Jezusa w Jego postępowaniu z tymi dwoma uczniami, czy Jego dobroć. Dwaj uczniowie Jezusowi wracali w niedzielę po skończonych onych pamiętnych świętach wielkanocnych z Jerozolimy, gdzie zabito im najdroższego Zbawiciela, do Emaus; a wracali wystraszeni, jak gdyby gromem porażeni, słabi w wierze, chwiejni w nadziei, z widocznym smutkiem w twarzy – jednak Jezusa miłujący, bo przez całą dwumilową drogę o niczym innym nie rozmawiali tylko o Jezusie i o tym, co się z Nim stało. Pan Jezus przybrawszy postać podróżnego, przyłącza się niepostrzeżenie do nich, pyta o treść rozmowy i o przyczynę ich smutku. Nie daje się im poznać od razu ani z twarzy ani z głosu, bo by nie wierzyli sądząc, że widzą jakieś widmo i zostaliby w wątpliwości. Przeciwnie zaś przez dłuższy czas z nimi idąc i rozmawiając, gdy się im wreszcie dał poznać, nastręczył im sposobność powolnego i gruntownego przekonania ich o swoim zmartwychwstaniu i wszelką ich w tym względzie wątpliwość rozproszył. Dał im przy tym sposobność wynurzenia swoich wątpliwości i smutków, które gniotły ich serce, swych ziemskich nadziei (niespełnionych), zawiedzionych, otworzenia Mu rany duszy, którą On zleczył. (Teofilakt)) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny 1894. O trzech zachodach słońca w życiu ludzkim. PDF ) (Podróż dwóch uczniów do Emaus – to obraz życia naszego. Każdy z nas idzie drogą życia swego, którą mu Bóg wytknął; jeden krótszą, inny dłuższą, jeden równą, drugi wyboistą, a wszyscy zdążamy do jednej mety; a w głowach naszych pełno jest myśli i planów, a w sercach naszych pełno jest uczuć. Pan Jezus zawsze jest z nami; światłością wiary nam przyświeca, łaską swoją nas pokrzepia, przez Kościół nam przewodniczy; jest przy nas w szczęściu, nie opuszcza nas w nieszczęściu. Ale pókiśmy w drodze, nie widzimy Go, nie poznajemy Go; aż dopiero gdy zdążym tam do gospody niebieskiej i zasiędziem u stołu Baranka, wtenczas Go poznamy, gdy twarzą w twarz Nań patrzeć będziemy. W tym życiu doczesnym najczęściej tak bywa, jak na dworze; raz pogoda i jasno, to znowu słota i ciemno; są chwile powodzenia, lecz są też i chwile, w których się nam zdaje, jakoby od nas Bóg odchodził łaską swoją, jakoby nas opuszczał pociechą i pomocą swoją, jakoby nas ogarnąć miała noc zwątpienia, smutku, małoduszności, w których to chwilach nam wołać z uczniami potrzeba: Zostań z nami Panie. Trzy są takie chwile w życiu naszym: I. Gdy zachodzi słońce szczęścia naszego. II. Gdy zachodzi słońce wiary. III. Gdy zachodzi słońce życia) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny 1896. Dwóch uczniów błędy - i cnoty - a dobroć Chrystusa ku nim. PDF ) (Św. Łukasz, Ewangelista, opisawszy rozmowę anioła przy grobie Pana Jezusa zmartwychwstałego z trzema niewiastami, dalej nawiedzenie grobu przez Piotra i Jana, opowiada następnie okazanie się Pana Jezusa dwom uczniom tegoż dnia do Emaus idącym tak dokładnie ze wszystkimi szczegółami, że wykładacze Pisma św. domyślają się, iż jednym z dwóch uczniów do Emaus idących był sam św. Łukasz, a drugim był Kleofasz, który mieszkanie miał w tym miasteczku. Rozważając dzisiejszą Ewangelię, godzi się nam zastanowić nad tym, I. W czym ci uczniowie zbłądzili, że ich Pan Jezus karci; II. Jakie w tej podróży okazali cnoty; III. Jak dobrym okazał się ku nim Pan Jezus) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Kazanie na Poniedziałek Wielkanocny 1897. Dwoje nawiedzeń grobu Chrystusowego przez niewiasty i przez Piotra i Jana. PDF ) (Święte trzy Marie – wierne za życia Jezusa, bo Mu służyły, zaopatrywały potrzeby Jego z swych majętności, wierne przy śmierci, one Go nie odstępowały do zgonu; ich miłość sięga poza grób – nie żałują kosztów dla Tego, który do ostatniej kropli wylał za nas krew świętą, nakupiły drogich maści; ostatnią, jedyną najmilszą pociechą ich było i życzeniem najświętsze ciało Jezusowe po raz ostatni nabalsamować własnymi rękami. Nie żałują trudu dla Tego, który przebiegał wsie i miasta, wszystkim dobrze czyniąc – szanują święto, ale skoro minął szabat, udają się o świcie, gdy jeszcze było ciemno, w drogę do grobu Jezusa. Ta jedna gniecie ich troska: Kto nam odwali kamień od drzwi grobowych. Zbliżają się wreszcie, widzą kamień odwalony, grób otwarty, a na kamieniu siedzącego anioła w bieli. Zdumiały się. A on ich pociesza słowy: Nie lękajcie się. Jezusa szukacie Nazareńskiego ukrzyżowanego? Zmartwychwstał. Nie masz Go tu. Ale idźcie, powiedzcie uczniom, aby szli do Galilei, tam Go ujrzycie. Serce niewiast miłujące nie bada rozumem, wierzy słowom anioła. Posłuszne rozkazowi spieszą się do Apostołów i oznajmują im. W drodze ukazał się im Jezus, pozdrowił je. One Mu pokłon uczyniły. Ale Apostołowie przygnębieni smutkiem niełatwo wierzą niewiastom, poczytują to za przewidzenie, za baśnie urojone. Nie wiem, co więcej mam wam stawić w tych trzech Mariach za wzór do naśladowania, czy ich gorliwość i cześć ku ciału Chrystusa, czy ich przywiązanie i miłość, ich oszczędność i ofiarność, ich wiarę i gotowość) (nowość)

Ks. Józef Krukowski, Doktor św. Teologii. Dwanaście kazań, po cztery na największe uroczystości Pana Jezusa i jedna homilia na Poniedziałek Wielkanocny. (Strzeżmy więc tego drogiego skarbu wiary, jak oka w głowie, pomnażajmy go w sobie przez słuchanie słowa Bożego, przez rozważne czytanie książek religijnych, przez przestawanie z ludźmi wierzącymi, przez życie pobożne i praktyki religijne. Unikajmy takich ludzi, książek, pism, dysput, które by mogły w nas wiarę zachwiać. Prośmy często w tym tygodniu: Duchu Święty, Ojcze dobroci i miłości! Wierzymy, żeś wszechmocny, albowiem sprawiłeś w Apostołach i w całym świecie taką odmianę obyczajów, którą tylko Bóg może sprawić; spuść na nas promień łaski Twojej, oświeć, co jest ciemne, wzmocnij, co jest chwiejne, nawróć, co zbłąkane, spraw, aby żaden z tych, których naznaczyłeś na chrzcie św. piętnem synostwa Bożego, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Amen) (nowość, djvu)

"Traditio". Czytelniczka pyta: "Czy tradycyjny katolik może polecać przyjęcie chrztu w kościele Novus Ordo?". PDF ) (Jestem tradycyjną katoliczką, która niedawno namówiła dorosłą kobietę do przyjęcia chrztu. Powiedziałam jej, że nauczę ją tradycyjnego katechizmu wiary katolickiej. Ponieważ słyszałam, że neokościół Novus Ordo nadal używa tradycyjnej formy chrztu, aczkolwiek w potocznej angielszczyźnie, poradziłam jej, aby chrzest odbył się w miejscowym kościele Novus Ordo. Odpowiedź ojców "Traditio": Taki czyn byłby najprawdopodobniej nieważny, a na pewno byłby ciężkim świętokradztwem. W rzeczywistości neokościół zazwyczaj nie używa ważnej formy chrztu; zatem "chrzest" byłby nieważny. Tak naprawdę, to w Novus Ordo nie ma nawet chrztu, od 1969 roku posiada tylko coś, co sam nazywa "rytuałem inicjacji" – podobnym do rytuału wstąpienia do loży masońskiej. Nawet gdyby neokościół użył ważnej formy, nie można by zakładać istnienia ważnej intencji u heretyckiego prezbitera-szafarza Novus Ordo; zatem "chrzest" byłby nieważny. Co więcej, nawet gdyby "inicjacja" Novus Ordo była ważna, osoba zainteresowana byłaby natychmiast ekskomunikowana na mocy dokonanego przez siebie czynu za to, że została formalnym członkiem niekatolickiej sekty) (nowość)

Św. Franciszek Salezy, Doktor Kościoła. Wskazówki i Rady na każdy dzień roku. (Kiedy w XVI wieku herezja Lutra rozszerzyła się w zachodniej części Europy i oderwała od Kościoła katolickiego wiele krajów i tysiące dusz, na tle dziejów ukazał się mąż wielki i święty, który z zaparciem się siebie i narażeniem własnego życia rozpoczął walkę z herezją, by dusze oderwane od Kościoła znowu Bogu pozyskać. Tym wielkim i świętym mężem był św. Franciszek Salezy, Biskup Genewski i założyciel Zakonu Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, zwanych w Polsce Wizytkami. Św. Franciszek Salezy nie dlatego jednak był wielkim i świętym, że pochodził z wysokiego rodu, że posiadał wysoką naukę i szeroką wiedzę, że był dostojnikiem Kościoła i Założycielem Zakonu – ale dlatego, że kochał Boga najgorętszą miłością, że z miłości dla Niego i dla Jego chwały dokonał rzeczy wielkich i heroicznych i że z tej samej pobudki miłości Bożej ukochał bliźnich miłością wielką, pełną wyrozumiałości, dobroci, słodyczy i niezrównanej uprzejmości. Nic też dziwnego, że dusze garnęły się do świętego Biskupa, poddawały się pod jego kierownictwo, szukały u niego rady i prosiły go o wskazówki do życia pobożnego i doskonałego. Dla nich też napisał dzieło (Filotea, czyli droga do życia pobożnego) cenne, nieśmiertelne rzec można, gdyż przez trzy wieki dusze czerpały z niego bezcenne pożytki a i dziś jeszcze przynosi ono duszom dobrej woli nieobliczone korzyści. Ponieważ jednak nie każdy ma możność posiadania tego dzieła, wszystkim przeto duszom spragnionym życia doskonalszego podajemy cenne i pożyteczne wskazówki i rady na każdy dzień roku, wyjęte z dzieł św. Franciszka Salezego, ażeby codziennie mogły z nich czerpać światło do dalszego postępu na drodze pobożności i cnoty) (nowość, djvu)

Bp Dawid Pilchowski SI, Doktor św. Teologii. Sto uwag krótkich a ważnych myślącym o swym zbawieniu do roztrząśnienia podanych. (Dziełko niniejsze pochodzi od męża cnotą i nauką w narodzie naszym znakomitego, ks. Dawida Pilchowskiego, niegdyś godnego członka zakonu Towarzystwa Jezusowego, później Biskupa Echińskiego, który w najopłakańszych czasach stał na czele Diecezji Wileńskiej jak Anioł pociechy. Nie są te "Uwagi" tłumaczeniem z obcych języków, lecz rodzinnym a dojrzałym owocem własnych głębokich rozmyślań czcigodnego Prałata tego, którymi się w owych najboleśniejszych dla Kościoła czasach sam na duchu krzepił, a chcąc się nimi z Wiernymi podzielić, w jak najprzystępniejszej formie do druku je podał, poświęcając pierwsze wydania godnej swej siostrze Białłozorowej. Chociaż te rozmyślania, pod tytułem: "Sto uwag", już czterokrotnie wydane były, należą one jednak do największych rzadkości bibliograficznych w naszych stronach... Przedruk więc niniejszy tych "Uwag" będzie przysługą dla literatury, którą ks. Dawid Pilchowski wzorowym najtrudniejszych autorów łacińskich przekładem wzbogacił. Lecz nie mniejszą niezawodnie dla osób pobożnych, szukających dla siebie pokarmu duchownego, ku zbudowaniu i zbawieniu duszy. Posłużyć bowiem mogą te "Uwagi" do czytania i do rozmyślania, jak się sam czcigodny Autor w trafnej swej Przedmowie do Czytelnika wyraża. Zaleca on je bardzo skromnie, jedynie tylko z krótkości, i dotrzymuje słowa. Krótkim jest on zawsze, czasem zanadto krótkim. Ależ przy tej krótkości co za siła prawdy, co za wytrawność zasad, a nieraz co za głębokość myśli! Uwagi te godne są swej nazwy, nie można też ich pobieżnie czytać. Ks. Pilchowski pisze tak, że go i prostaczek zrozumie, i uczony ma nad czym pomyśleć. Jego Uwagi są prawdziwie tym ziarnkiem gorczycznym, o którym Ewangelia św. mówi, bo też z niej brał je nasz Autor, wykonywał je czynem, jako dobry pasterz, głosił żywym słowem, i spisał jędrnie dla pożytku ogółu wierzących. Jeśli niekiedy ton ich przyostry, to wina czasu, w którym żył Autor i patrzeć musiał na upadek obyczajów i poniżenie religii. Niektóre myśli wydają się pobieżnie, bez związku rzucone, lecz bliższe zastanowienie znajduje logiczny związek; czasem też rzucone są tylko pytania – odpowiedź na nie ma dać sumienie i życie. Nieraz to już zdarzyło się, że jedna myśl zbawienna w lot pochwycona, jedno słówko przypadkowo posłyszane lub przeczytane, trafiły do przekonania i stały się wielkich skutków zarodem. Głos: "tolle lege – bierz czytaj", był początkiem całej wielkości św. Augustyna. Bierz więc i Ty, drogi Czytelniku, tę małą książeczkę, a bierz ją często do ręki; bierz Uwagi do serca. Czytaj, odczytuj je, zastanawiaj się nad nimi, stosuj do siebie, do obecnego duszy twej stanu. A doświadczysz dzielności tego ziarnka gorczycznego, dla zbawienia duszy. Te Uwagi ożywią twą wiarę, umocnią nadzieję, rozniecą miłość ku Bogu i bliźniemu, oczyszczą twe serce i od upadku zastrzegą. Czasu ci nie zajmą, a wieczność szczęśliwą zabezpieczą) (nowość, djvu)

Ks. Józef Bojarski. Historia Focjusza, apostoła schizmy moskiewskiej, greckiej i innych wschodnich narodów, oparta na świadectwach współczesnych pisarzy greckich, czerpana z dzieł francuskich i innych. (Z pomiędzy wszystkich heretyków, odszczepieńców i schizmatyków, którzy odstąpili od prawego Kościoła z pogardą praw przez samego Boga Zbawiciela postanowionych, przez wiernych Jego Apostołów i uczniów po całym świecie ogłoszonych, krwią 14 milionów męczenników uświęconych i nowe utworzyli zasady i dogmaty a przez to osobny nieprawy kościół, najbardziej a razem najniegodziwiej przywiązani są do swojej schizmy i herezji Rosjanie. Niegodziwość tego przywiązania okazują w zawziętej nienawiści do religii katolickiej, z której powstali i którą nieprawnie opuścili, jakoby obawiając się świadectwa prawdy rażącej ich niewierne sumienie i skażony umysł. Nienawiść ta niesłychana i niepojęta w religii chrześcijańskiej, nigdy nie dopuszczana, niezgodna z duchem Chrystianizmu, tak dalece spodliła ich sektę choć chrześcijańską, że zupełnie utracili prawo nazywać się chrześcijanami, zniweczyli charakter chrześcijański i jak co do religii tak i charakteru słusznie nazwę mongolizmu zasłużyli. Nienawiść tę posuwając do wszystkich wyznań chrześcijańskich, najokrutniej ogniem i mieczem prześladują religię katolicką, tępiąc ją wszędzie tak, że ziemia katolicka pod rządem moskiewskim łzami i krwią oblana, stała się prawdziwie ziemią męczenników i wiernym czasy Nerona przypomina. Szczęściem to jest i zaszczytem religii katolickiej, że wszyscy herezjarchowie, apostołowie i prawodawcy sekt nieprawych, byli to ludzie pełni pychy światowej i najnikczemniejszego charakteru. Wszetecznik, morderca, grabieżnik, okrutnik Henryk VIII był apostołem anglikańskiej religii; kłamca, oszust, świętokradca zuchwale dla dumy poświęcający swoje i swoich sektatorów najwyższe dobro bo wieczność, to był Luter apostoł luterskiej religii, a wszystkich tych nieprawych apostołów zbrodnie, przymioty i charakter posiadał Focjusz apostoł schizmy moskiewskiej, greckiej i innych wschodnich narodów z dodatkiem szczególnej zdolności fałszowania pism świętych i poważnych) (nowość, djvu)

Ks. Konstanty Czaykowski SI. Recenzja książki: "Historia Focjusza, apostoła schizmy moskiewskiej, greckiej i innych wschodnich narodów, oparta na świadectwach współczesnych pisarzy greckich, czerpana z dzieł francuskich i innych". Wydał własnym nakładem Ks. Bojarski. (Tę zawiłą drogę, którą doszedł Focjusz do odstępstwa od wiary, opisuje ks. Bojarski bardzo przejrzyście: zadaje sobie niemało pracy, aby co krok przytaczać źródła, skąd czerpie opis tej walki strasznej, którą ze sumieniem toczyła przez czas jakiś pycha Focjusza. Czytelnik bezstronny znajdzie w książce ks. Bojarskiego dowód niezbity, że Focjusz działał w złej wierze i dla własnej pychy rozerwał zgodę Kościołów. Żałujemy tylko, że autor jak poprzedził książkę rzutem oka na dzieje przed Focjuszem, tak samo nie uzupełnił pracy rzutem oka na dzieje późniejsze; opowiadanie ks. Bojarskiego kończy się zniszczeniem zamiarów Focjusza przed jego śmiercią przez cesarza Leona; ale nie można poznać, co na nowo rozdmuchało pożar już ugaszony i wznowiło odszczepieństwo, któremu koniec położył już upadek Focjusza) (nowość)

Ks. Dr Diodor Kołpiński. O powrót Rosji do Kościoła Katolickiego. PDF ) (Każdy szczerze uświadomiony katolik, nie przekładający żadnego dobra ziemskiego, chociażby nawet względnie bardzo wzniosłego, jak na przykład dobrobyt doczesny narodu, ponad najkonkretniejszą, bo istotnie Boską, ideę Kościoła Powszechnego, w którym nie ma przecież ani żyda, ani greka, ani barbarzyńcy, ani scyta, lecz wszystko i we wszystkim Chrystus – każdy taki katolik zrozumie całą doniosłość krzewienia jedności katolickiej wśród narodów od Kościoła oderwanych. Bez przesady mogę powiedzieć, że praca taka, o ile bezinteresownie jest prowadzona, zasługuje z naszej strony na niezmiernie większą uwagę, niż wszystkie tak dzisiaj piekące sprawy polityki międzynarodowej, czy też krajowej. Chodzi tu bowiem o szczęście dusz ludzkich i ich zbawienie, do czego wszystkie zagadnienia międzypaństwowe, państwowe i społeczne mają być tylko podłożem i środkiem, gdyż stworzył Bóg świat nie dla przemijających aczkolwiek tak częstokroć drogich sercu naszemu społeczeństw, jakimi są narody, lecz dla nieprzemijających jednostek, mających się spoić ponad czas i przestrzeń w Ciele Chrystusowym, którym jest Kościół. Sprawę Rosji, tak teraz skrwawionej i tak zbolałej, powinno się rozpatrywać ostatecznie tylko z tego punktu widzenia. Więc powstaje pytanie: co czynić, by powrót tego niegdyś przecież katolickiego kraju przynajmniej ułatwić. Odpowiedź wypadnie nader prosta: umiłować, bo innego mostu do duszy ludzkiej w ogóle, do duszy rosyjskiej w szczególności, oprócz miłości nie masz... Pozostaje zatem tylko pierwsze niebezpieczeństwo: zbytnia, na naiwność raczej licząca, chęć złagodzenia prawdy. Niech Rosjanin nie widzi jeszcze tej prawdy, ale niech widzi na razie, że dla nas jest to prawda absolutna. Skoro w podmiotową dla nas pewność przez nas głoszonej prawdy uwierzy i szczerość naszą uzna, zmuszony do tego przez swój intuicyjny obiektywizm, łatwiej już uwierzy potem w znaczenie tej samej prawdy przedmiotowej. Tkwiący w nim razem z obiektywizmem subiektywizm poniekąd utoruje mu do tego drogę. Że mam rację, podkreślając niebezpieczeństwo obwijania prawdy w bawełnę, każe mi przypuszczać ten nader znamienny fakt, iż społeczeństwo rosyjskie ma jakąś odrazę do tak często używanego terminu "połączenie się Kościołów". Pomijając bowiem już to, że Stolica Apostolska tego sposobu mówienia nie używa nigdy, jest ten termin niczym innym, jak właśnie takim obwijaniem prawdy, co każdy Rosjanin doskonale rozumie, bo wie, że nie ma dla katolika Kościołów, lecz jest jeden tylko Kościół, a że zatem nie mówi taki katolik zupełnie szczerze, jeśli rozprawia o połączeniu Kościołów zamiast mówić o powrocie do Kościoła. Niech ten ostatni sposób mówienia pobudzi nieraz do zarzucania Kościołowi despotyzmu. Tysiąc razy lepiej, jeżeli Kościołowi się poważnie stawia zarzuty, bo to oznacza poszanowanie dla przeciwnika, nie ma zaś nic gorszego, jak ironiczne traktowanie prawdy, do czego doprowadza słodka gadanina o połączeniu Kościołów, licząca, powtarzam, na naiwność tych, co wcale nie są tak naiwni. Człowiek, do którego się za słodko przemawia, jeśli szanuje siebie, musi się czuć niejako znieważonym. Rosjanin zaś pomimo tego, iż często sam siebie najgorzej obmawia, szanuje jednak siebie. Kończąc te kilka luźnych uwag na tle psychologii rosyjskiej, muszę podkreślić, że stoimy wobec zagadnienia niezmiernej wagi o znaczeniu iście wszechświatowym. Wkłada to szczególne obowiązki na wszystkich, kogo sprawa katolicyzacji całej ludzkości obchodzi, zaś na katolików narodowości polskiej, jako bliższych sąsiadów i krewnych Narodu Rosyjskiego, obowiązki jeszcze dwakroć większe. I kto wie, czy sama nawet przyszłość Polski zależną nie jest w myśli Bożej od tego lub innego ujęcia tej idei. Czas zerwać z tak często powtarzanym utartym ogólnikiem, że jest Polska tylko przedmurzem chrześcijaństwa, albowiem nie chce Kościół mieć murów, lecz tylko bojowników wiary, apostołów. Nie w warowni bronić się mamy, lecz w polu otwartym, o dobro tych, których podbić w wierze i miłości jest naszym obowiązkiem) (nowość)

Ks. Prof. Dr Marian Morawski SI. Encyklika Leona XIII "Immortale Dei" i liberalizm. (Teoria liberalna a chrześcijańska o państwie). PDF ) (Ojciec święty uczynił to, czego się może nikt nie spodziewał. Już rozmaite hasła, w jakie liberalizm stroił swe doktryny: najwyższa władza ludu, prawo do buntu, równość wyznań, wolność prasy... bywały od poprzednich papieży Grzegorza XVI i Piusa IX raz po raz potępiane. Ale tych negatywnych orzeczeń świat nie dosyć zrozumiał. Kościół walczył za ludzkością i prawem – a myślano, że walczy za absolutyzmem, Kościół potępiał gwałt – a myślano, że potępia wolność... Otóż Leon XIII spojrzał w głąb mętnego nurtu, z którego te wszystkie fałsze i nieporozumienia pochodziły, upatrzył, że cały ten nowożytny liberalizm, ze wszystkimi swymi teoriami i czynami, wypływa z błędnej idei państwowej społeczności – i nie poprzestając na anatematyzowaniu błędu, przeciwstawił mu prawdziwą, całkowitą o społeczeństwie naukę – aby kto ma oczy, mógł widzieć, kto ma rozsądek, mógł porównywać. Encyklika: De civitatum constitutione christiana, jest najtrafniejszym ugodzeniem w samo serce liberalizmu. Nie jest tajno Ojcu świętemu, że z tą nauką występuje wbrew przesądom i pojęciom dziś panującym, uważanym przez nasz wiek za najchlubniejsze jego zdobycze, przyjętym za podstawę nauk i prawa publicznego. Nie odstrasza go to, ale raczej nagli, aby okazał prawdę tym, którzy ją zgubili i tak ciężkimi tę zgubę przypłacają klęskami. "Najwyższy i najświętszy nasz obowiązek, mówi, tj. Apostolskie poselstwo, jakie mamy do wszech narodów, w sumieniu Nas nagli do wypowiedzenia prawdy z wszelką wolnością. Nie znaczy to, żebyśmy nie rozumieli naszych czasów, albo żebyśmy prawe i korzystne obecnego wieku postępy odpychali; ale że pragniemy dla spraw publicznych bezpieczniejszych dróg i trwalszych podwalin – przy zachowaniu prawdziwej wolności ludów; albowiem matką i orędowniczką najlepszą wolności ludzi jest prawda. Veritas liberabit vos"... Przechodząc następnie z teorii do dziejów, Leon XIII kreśli wielkimi pociągami, już epokę, w której "filozofia ewangelii" okazała swą dzielność, z barbarzyńskiego materiału wytwarzając chlubę historii, "rzeczpospolitą chrześcijańską" – już period rozstroju i upadku, poczynający się od buntu religijnego reformacji, a dochodzący do swego zenitu w rewolucji francuskiej. Tu idea uspołecznienia bez Boga formułuje się w doktrynę, zwaną "nowym prawem", "zasadami r. 1789". Papież wykłada ją, w przeciwstawieniu do prawdziwej, dopiero rozwiniętej nauki, i jeden z niej płat po drugim odrzuca i rozgramia: Zasada, że absolutny początek władzy jest w ludzie, nie w Bogu, jest nieracjonalna i dla społecznego porządku zgubna. Zasada równości wyznań jest ateizmem. Zasada nieograniczonej wolności słowa i druku jest niemoralną. Zasada wykluczenia Kościoła od wychowania, od prawodawstwa, od wpływu na rodzinę, jest wielkim i zgubnym błędem. Moralność cywilna, czyli od religii oderwana, jest niemożliwą. Poddanie Kościoła państwu, jest źródłem waśni wszelkich i nieszczęść dla społeczeństwa... Kończy Ojciec święty najwspanialszym orzeczeniem prawdziwej wolności, którą Kościół uznaje i którą wedle możności ludy obdarza: wolności w życiu wewnętrznym, wypierającej niewolę błędu i tyranię namiętności – wolności w życiu cywilnym, dającej obywatelom najszerszą swobodę działania w sferze dobra – wolności w życiu narodowym, uchylającej obce jarzmo) (nowość)

Ks. Jan Pawelski SI. Ostatni z dynastii więźniów watykańskich. PDF ) (Pius IX był pierwszym z dynastii więźniów watykańskich, Pius XI jest w tej dynastii ostatnim. Dzieje tej dynastii to jeden z najbardziej doniosłych rozdziałów historii nie tylko Kościoła katolickiego ale i powszechnej całego świata. Nie chodzi w nich tylko o grabież państwa kościelnego, skutkiem której Watykan zamienił się na więzienie pięciu papieży. To ważny w tych dziejach moment, ale nie jedyny, są inne niemniej doniosłe. Najpierw to, że Kościół katolicki, zepchnięty przez wrogą mu historię nowożytną z wielkich gościńców życia w ciasne zaułki, raz po raz odsuwany od wpływu na stosunki państwowe, cywilizacyjne i społeczne, zaczyna w tym ostatnim okresie skupiać się w sobie i tak gromadzić siły, jak gdyby gotował się do poczynań, mających rozstrzygać o przyszłości całych stuleci. Były podobne chwile, gdy z dogasającego świata rzymskiego i nieco później z pierwotnego żywiołu wędrówek narodów stwarzał nową ludzkość i nową jej cywilizację oraz historię. Niewątpliwie jest w tej ostatniej inicjatywie papiestwa widoczny palec Opatrzności Bożej. A oto drugi moment. Trzeba było przyjść z pomocą nowożytnemu światu, biorącemu początek w obłędzie humanistów i buncie Lutra, a przez gehennę rewolucji francuskiej i przez szalbierstwa ateistycznych państw doprowadzonemu do katastrofy wojny światowej i nad przepaść chaosu. W takich chwilach zjawia się miłosierna Opatrzność Boża. Kim zaś posłużyć się może, jak nie jedyną na świecie instytucją, mającą zapowiedź Chrystusa, iż jest opoką, której bramy piekielne nie przemogą. Na ten zamiar Opatrzności Bożej wobec dzisiejszego papiestwa wskazuje choćby sam dobór wyjątkowych pasterzy, zasiadających w tym okresie na Stolicy Piotrowej. Równie długiego bezpośredniego ciągu potężnych indywidualności nie było dotąd w dynastii papieży: Pius IX, Leon XIII, Pius X, Benedykt XV, Pius XI. Każdy z nich prócz niespożytości charakteru i dostojnej świątobliwości życia, wnosi w służbę swego posłannictwa niezwykłe uzdolnienia, przede wszystkim śmiałość inicjatywy i stanowczość wykonania, a więc tę siłę, która rzucona na rozległy widnokrąg, jest rodzicielką wielkich dzieł... "Odnowić wszystko w Chrystusie", wołał Pius X – "pokój Chrystusowy w królestwie Chrystusowym", pisze Pius XI. Najpierw ten pokój Chrystusowy zjawić się musi w sercach jednostek, potem w życiu społecznym i państwowym, a źródłem tego pokoju jest Kościół. Przez lat 17 był Pius XI stróżem tego pokoju. Nie ustępował przed żadnym atakiem, karcił nie oglądając się na osoby i następstwa, cierpiał za odwagę i gorliwość. Po latach dopiero zaczęto uznawać, że w tym najburzliwszym z burzliwych okresów był on jedynym, który ratował sumienie ludów... Największym i najukochańszym dziełem Piusa XI była Akcja Katolicka. To była, jak mówił, "źrenica mojego oka"... Nie rozumiał gestu dla gestu, frazesu dla frazesu, nie uznawał żadnych dwuznaczników i dworskiej przesady. Stąd też, gdy mówił o miłości do Polski, to była to miłość prawdziwa. Trafił na pierwsze dni tworzącej się Polski, na okres płomiennego uczucia, jakim tętniła wówczas zbiorowa dusza narodu. Ten płomień uczucia, rodzący bohaterskie wysiłki i poświęcenia nie tylko zastanawiał obcokrajowca, ale i fascynował. Nuncjusz, który przybył z Rzymu z mandatem Papieża, aby dopomagał w pracy "nad odbudową Polski", którego serce własnym impulsem ku tej pracy dążyło, pod wpływem tych bodźców stawał się w pewnym sensie członkiem polskiego narodu. Stąd nieraz nazywał Polskę drugą swoją ojczyzną, zwłaszcza od chwili, gdy został w Polsce przez polskich biskupów na biskupa konsekrowany. Z tych chwil pochodzi następująca jego rozmowa z jednym z polskich księży: "Jestem przyjacielem Polski, gotów jestem pozostać wśród was przez całe życie i nie miałbym nic przeciwko temu, by na waszej ziemi złożono kości i prochy moje. Ukochałem waszą piękną ojczyznę, z racji Polski zostałem biskupem, w Polsce byłem konsekrowany na biskupa przez biskupów polskich. Ja jestem właściwie biskupem polskim"... Ta miłość Polski sprawiła, że wierzył mocno w jej wielkie dziejowe posłannictwo. Ale nie zamykała ta miłość oczu na błędy Polski. Wobec pewnych przejawów laicyzmu lękał się o ducha narodu. Na episkopat nalegał, by leczył religijne życie Polski z powierzchowności a życie rodzinne z klęski rozwodów. "Jesteście rycerzami wiary – w tej roli będziecie najlepszymi rycerzami Polski". Pragnął Polski silnej, katolickiej) (nowość)

M. Maria Dominika CMRI. W 60 rocznicę śmierci papieża Piusa XII. PDF ) ("Przez stulecia papieże byli centralnym punktem historii. Kiedy władcy starali się ich zmiażdżyć lub obalić, kiedy srożyli się na nich wrogowie, następcy św. Piotra tylko nabierali nowego prestiżu. Przez dwa ostatnie dziesięciolecia naznaczone nienawiścią i bezbożnością, kiedy strzała jadowitej zniewagi została wymierzona przeciwko papiestwu, Bóg w Swojej wszechmądrej Opatrzności wybrał najbardziej kompetentnego prałata do objęcia tronu św. Piotra, papieża Piusa XII. Uzbrojony jedynie w duchową broń swego urzędu i umocniony obietnicą Chrystusa, że ​​bramy piekielne nie przemogą Kościoła, zwyciężył podstępne ataki sekularystów i brutalne obelgi ateistów. Jego imię stało się punktem zbornym dla wszystkich ludzi dobrej woli, którzy szukają błogosławieństwa pokoju ze sprawiedliwością. Jego mądre kierowanie Kościołem poprzez liczne genialne encykliki, konstytucje i alokucje, szczodra hojność wobec ofiar wojny i bohaterska obrona praw małych narodów uczyniły go drogim nie tylko katolikom, ale także niezliczonym osobom spoza Kościoła, które szukały w nim inspiracji i moralnego przywództwa... Wnikliwy uczony, odnoszący sukcesy nauczyciel, błyskotliwy dyplomata, nieprzeciętny językoznawca i zdolny zarządca oraz niestrudzony pasterz dusz, jego pontyfikat był godny uwagi, gdyż celował w każdej z tych umiejętności... Światowy nauczyciel moralności, nieustannie apelował do ludzkości, by postępowała zgodnie z kodeksem moralnym wywodzącym się z Ewangelii Chrystusowej" (Cushing, 1959)) (nowość)

"Traditio". Po anty-soborze Vaticanum II Kościół katolicki przekształcono w sprotestantyzowany neo-kościół. Zdjęcia opowiadają niezaprzeczalną historię tej metamorfozy lepiej niż tysiąc słów. PDF ) (Niektórzy ludzie wciąż desperacko trzymają się poglądu, że neo-kościół Novus Ordo kierowany przez neo-papieży: Pawła VI-Montiniego, JPII-Wojtyłę, Benedykta-Ratzingera i Franciszka-Bergoglio jest Kościołem katolickim. Tak nie jest. Faktem historycznym jest to, że 21 listopada 1964 roku utworzono neo-kościół Novus Ordo – aby zastąpił Kościół katolicki – i nadano mu nową Konstytucję Lumen gentium. Przed anty-soborem Vaticanum II (1962-1965) odwieczny dogmat brzmiał: Kościół rzymskokatolicki jest (adest) jedynym Kościołem Jezusa Chrystusa. Nowa konstytucja neo-kościoła Novus Ordo odrzuciła katolicki dogmat i zastąpiła go herezją: Kościół Chrystusowy jedynie trwa w Kościele katolickim (subsistit in), określeniem, które jak anty-sobór heretycko ogłosił, podziela z heretyckimi sektami protestanckimi. Minęło już ponad pół wieku, w którym to okresie napisano wiele słów, aby bezspornie wykazać, że neo-kościół neo-papieży nie jest Kościołem katolickim) (nowość)

O. Franciszek de Salazar SI, doktor Uniwersytetu w Alcala. Zasady mądrości (uzupełniono)

O. Franciszek de Salazar SI. Zasady mądrości. O piekle. (1. Piekło jest wiecznym więzieniem, przeznaczonym dla grzeszników, zmarłych w niepokucie, dla potępieńców wszystkich wieków i stanów, dla czartów i ludzi. Bogaci skąpcy, wielcy świata tego, pychą nadęci, oddający się zmysłowości do tej zgrai należą. Nieszczęśliwi ci zmuszeni żyć razem, czują ku sobie w każdej chwili śmiertelną nienawiść, niepowściągniony wstręt, który w nadmiarze męczarni jątrzy jednych przeciw drugim. Pozbawieni wszystkiego, przygnębieni wszelkiego rodzaju cierpieniami, jednym słowem przywiedzeni do ostatniego stopnia nieszczęścia, nie mają nikogo kto by ich pocieszył, nikogo, kto by miał współczucie dla ich niedoli. Utrata Boga i Jego chwały stanowi najgłówniejszą ich męczarnię. Jest to tak zwana w języku teologów kara potępienia, kara na którą skazani zostali za to, że się niesprawiedliwie oddalili od Boga, źródła wszelkiego dobra. Drugą ich karą jest tak zwana kara zmysłów, która wypływa z połączenia wszelkich boleści, jakie tylko można uczuć zmysłami. 2. Kara potępienia uważana sama w sobie jest pod pewnym względem największym nieszczęściem, ponieważ jest utratą największego szczęścia, utratą Pana Boga, który jest dobrem największym. Grzesznik w piekle na zawsze jest wygnany z niebieskiej ojczyzny, nie będzie się nigdy cieszył obecnością Boga, tą wieczną szczęśliwością, do której był stworzony; na zawsze jest odsunięty od obcowania z Jezusem Chrystusem i Jego przenajświętszą Matką, wyłączony od towarzystwa aniołów, błogosławionych, tych wszystkich których kochał na ziemi, lecz których cnót i szczerego żalu nie naśladował. Wszystkie te straty zawsze obecne umysłowi potępionego, sprawiać mu będą nigdy nie ustające męczarnie. 3. Kara zmysłów jest to męka wszystkich władz duszy. Zmysły cierpieć będą, każdy w szczególności, wszystkie na raz męczarnie, jakim podlegać mogą. Na tym świecie ciężką jest najlżejsza niemoc; drżymy na samą myśl cierpień, jakich drugi doświadcza; nie mamy odwagi patrzeć jak przykładają rozpalone żelazo na jego rany. Cóż dopiero samemu być wystawionym na wszelkiego rodzaju męczarnie, dochodzące do najwyższego stopnia, męczarnie, które nie zmniejszą się nigdy. W tym samym czasie władze duszy dręczone będą wszystkim, co może wzniecić w nich smutek, gniew, rozpacz itd. Dusza nie będzie mogła zapomnieć ani na chwilę niewypowiedzianych dóbr, których została na zawsze pozbawioną; szarpaną będzie bez przestanku tą okropną myślą, że straszliwe męczarnie, na jakie jest skazana, trwać będą zawsze, wiecznie, i końca im nie będzie nigdy, nigdy) (nowość)

Ks. Benedict Hughes CMRI. Kult Czternastu Świętych Wspomożycieli. PDF ) (Szkoda, że ​​my katolicy w Ameryce nie jesteśmy zaznajomieni z wieloma praktykami tradycyjnej kultury katolickiej, jakie można spotkać w innych krajach. Jedną z nich jest nabożeństwo do grupy świętych znanych jako "Czternastu Świętych Wspomożycieli". Nabożeństwo to pojawiło się w Średniowieczu, w Niemczech w czasie epidemii czarnej dżumy. Każdy ze świętych czczony w tej grupie okazał się szczególnie skuteczny w różnych potrzebach. Kult świętych jest nie tylko akceptowany, ale wręcz nakazany przez Kościół. Sobór Trydencki orzeka, że ​​"święci, którzy królują razem z Chrystusem w Niebie, ofiarują swoje modlitwy Bogu za ludzi… Jest rzeczą dobrą i pożyteczną błagalnie wzywać ich i uciekać się do ich modlitw, pomocy i wsparcia w celu uzyskania łaski od Boga przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego"... Warto zauważyć, że niektórzy z tych wielkich świętych zostali usunięci z kalendarza przez "papieży" Vaticanum II. Jakie to wymowne! W kalendarzu liturgicznym sprzed Vaticanum II jaki istniał do śmierci Papieża Piusa XII każdy z czternastu wspomożycieli miał swoje święto (zgodnie z datami podanymi powyżej) i każdy miał swoje wspomnienie w liturgii. Jednak od Vaticanum II dołożono starań, aby wyeliminować kult świętych tradycyjnie czczonych i zastąpiono ich współczesnymi "świętymi". Toteż, wielu z tych Świętych Wspomożycieli zostało usuniętych z kalendarza z wymówką, że niewiele wiadomo o ich życiu. Nadrabiajmy to zawinione zaniechanie! Nabożeństwo do Czternastu Wspomożycieli jest wspaniałym przypomnieniem potęgi wstawiennictwa świętych. W średniowieczu, kiedy medycyna i nauka nie były tak zaawansowane, wierni zwracali się do wstawiennictwa świętych o pomoc w przeciwnościach. Niestety, w naszych współczesnych czasach, kiedy ludzie pokładają zbyt dużą ufność w nauce, lekarstwo modlitwy jest często stosowane tylko w ostateczności) (nowość)

Ks. Prof. Dr Marian Morawski SI. Referat o szkole katolickiej. (Wygłoszony na Wiecu katolickim w Krakowie). PDF ) (Religia chrześcijańska tym się różni od innych wierzeń i kultów, że nie jest tylko doktryną, dogmatem, ani zbiorem modlitw i obrzędów, ale jest organizmem, religią uspołecznioną, Kościołem. A katolicyzm tym się jeszcze od innych wyznań chrześcijańskich wyróżnia, że jest organizmem żyjącym, czynnym, nie zamykającym swej żywotności w świątyniach i klasztorach, ale rozlewającym ją na cały ustrój i wszystkie funkcje społeczeństwa. Kościół, katolicy wszyscy, o ile są Kościołem, dążą do zrealizowania królestwa Bożego na ziemi, i w tym celu mają różne aspiracje, różne wymagania praktyczne, porywają się do różnych przedsięwzięć. Wymagania te i przedsięwzięcia mogą w konkretnych szczegółach zapędzać się za daleko, zbaczać nawet pod wpływem ludzkich namiętności i rozmijać się z celem; ale panuje zawsze nad nimi i przez najwyższe organa Kościoła prostuje ich kierunek ten Spiritus Veritatis, ten Duch Boży, który tak dziwnym, tajemniczym a przecież widocznym sposobem utrzymać umie Boską istotę Kościoła wśród ziemskiej gliny i ludzkich naleciałości. Odróżniać zawsze trzeba w tych dążnościach zasady – i zastosowania tych zasad wśród wiru życia społeczeństw. Te ostatnie podlegać mogą krytyce; pierwsze są zawsze czystymi, stałymi, niewątpliwie Bożymi ideami, przed którymi uchylić musimy czoła. Otóż między tymi zasadniczymi dążnościami i wymaganiami Kościoła, jest, było i będzie wymaganie szkoły katolickiej... Kościół potępia szkoły mieszane, Kościół żąda szkół katolickich, wyznaniowych – to znaczy: nie tylko Papież, nie tylko księża, ale my wszyscy katolicy, o ile katolikami jesteśmy, tak sądzimy, do tego dążymy; nie wszędzie równie czynnie i równie samowiednie; ale gdziekolwiek katolickie życie gorętsze jest i więcej uświadomione, tam dążność ta objawia się czynami, walkami, ofiarami, zwycięstwami. Patrzmy dokoła po świecie: szkoła wyznaniowa świeci zawsze na czele katolickich programów. Jeżeli do tej wysokiej racji: że to jest wynikiem katolicyzmu, że się to należy prawdzie i Kościołowi i Bogu, godzi się dołączyć rację utylitarną – to przypomnę starą prawdę, że społeczeństwo bez religii żyć nie może. Już mędrcy Grecji – któż o tym nie wie? – tak nauczali; ale dziś nas jakoś ta prawda do żywego przypieka, kiedy ojcowie nasi, wierząc naiwnie liberalizmowi, spróbowali postawić społeczeństwo na innym fundamencie – a my dziś widzimy: tu socjalizm podkopujący wszystko, gdzie tylko resztki religijnego gmachu nie stawiają mu jeszcze oporu – tam rozkład moralności publicznej... Jeżeli zaś pewnym jest, że społeczeństwo nie może żyć bez religii, to również pewnym i jasnym jest, że religia ostać się nie może bez religijnego wychowywania dziatwy i młodzieży. Cóż więc czynić mamy? Swoją drogą starać się o to gorliwie, aby w istniejących stosunkach prawnych ulepszyć nasze szkoły w kierunku religijnego wychowania, zbliżyć je ile możności do wzoru szkoły katolickiej... Przedkładam więc następującą Rezolucję zasadniczą: Wiec katolicki w Krakowie, łącznie z całym katolickim światem oświadcza się za zasadą: że szkoła w ogóle, a przede wszystkim ludowa, powinna być katolicką dla dzieci katolickich; to znaczy: 1) że dzieci katolickie powinny mieć szkoły oddzielne od dzieci innych wyznań – 2) nauczycieli wyłącznie katolików – 3) że wszystkie przedmioty w tych szkołach powinny się wykładać z uwzględnieniem katolickich przekonań – i 4) że wszystkie środki, jakimi się wpływa na ich serca i kształci je moralnie, powinny być na katolickiej etyce oparte...) (nowość)

Ks. Karol Antoniewicz SI. Listy w duchu Bożym do przyjaciół. List I. PDF ) (Pan Bóg w miłosierdziu swoim przerzuca ludźmi na świecie, zbliża i oddala ich od siebie, daje i odbiera pociechy, próbuje nas na wszystkie strony abyśmy, umocnieni w wierze, silni miłością, niezachwiani nadzieją, świat i siebie zwalczyli. Zbliżył mnie Bóg do ciebie, a to zbliżenie stało się pociechą dla serca, bo jakąż większą pociechę możemy mieć jak miłość Boga, jak poznanie serc, które Go miłują, od Boga umiłowane! Lecz pociechy od Boga nam użyczone zwykle krótko trwają, to jest pociechy, których nam za pomocą ludzi użycza, bo ta która nam sprawia miłość Jego, ta wiecznie trwa! Z każdej radości zbliżenia i poznania się, rozwija się żal rozstania, ale ten żal złączony ze wspomnieniem, a to wspomnienie nie zawsze wraca do Boga! W Boguśmy się poznali, w Bogu się znamy, w Bogu zawsze znać się będziemy! Bo wszystko co ma Boga za początek i koniec, jak On wieczne jest i niezmienne) (nowość)

Św. Ignacy Loyola. Maksymy. (Przetłumaczył Ks. Aleksander Jełowicki). PDF ) (Należy wielce poważać naukę teologii, równie scholastyczną, jak i praktyczną. Dawni Ojcowie Kościoła mieli głównie na celu budzenie serc do miłości i do służby Bożej. A św. Tomasz, i inni Doktorowie ostatnich wieków, starali się związać dogmaty wiary w ścisłą metodę, dla porządniejszej walki przeciwko herezjom... Wszystko co od heretyków przychodzi, należy mieć w podejrzeniu, zwłaszcza książki, jakkolwiek byłyby dobrymi. Bo czytając dobrą książkę złego człowieka, nieznacznie można by się przywiązać do jej pisarza, niekiedy aż do zaufania, że wszystko co ten człowiek napisał zdrowe jest i prawowierne... Gdyby nie było innego żywota jak obecny żywot, ani innej chwały jak chwała tego świata, może by słusznym było nie myśleć o czym innym, jak o błyszczeniu i podnoszeniu się pomiędzy ludźmi. Ale skoro jest wieczność, a jest nieomylnie, dlaczegoż byśmy mieli ograniczać się na pożądaniach ziemskich? I dlaczego przenosić to, co jak sen przemija, nad to, co nigdy się nie skończy?... Mało jest ludzi rozumiejących dobrze, co by z nich Bóg uczynił, gdyby się w ręce Jego zupełnie oddali. Kloc drzewa prosty i nieokrzesany, staje się pięknym posągiem pod ręką snycerza. Wielu jest, co zaledwo po chrześcijańsku żyją, a byliby świętymi, gdyby się nie sprzeciwiali zamiarom Bożym i działaniom łaski... Jeżeli pracujemy dla miłości Boga, bardzo byśmy zawiniali, gdybyśmy w służbie Jego byli oziębli i leniwi. Zaniedbywać się w służbie ludzkiej, nie jest rzeczą dobrą; ale służyć niedbale Bogu, jest rzeczą szkaradną... Pobożność nie zależy na widzeniach, na zachwytach, na upojeniach duchownych. Nie należy nigdy życzyć sobie tych łask wielkich; owszem, należy umykać przed nimi i mieć je w podejrzeniu. Wszakże, gdy Bóg udziela ich, trzeba je przyjąć z bojaźnią, a wcale o nich nie mówić, chyba że posłuszeństwo lub miłość bliźniego ku temu nas obowiązuje. Lepiej jest znać nicość swoją, aniżeli miewać objawienia i zachwyty. Nawet wskrzeszanie umarłych mniej znaczy, aniżeli umarzanie swych namiętności... Jeżeli Bóg wielkie krzyże zsyła na ciebie, znakiem to jest, że wielkim świętym chce ciebie uczynić. A jeżeli pragniesz nabyć wysokiej świętości, proś Boga, aby ci dał ucierpieć wiele... Pomyślności, powinny nas więcej trwożyć, aniżeli cieszyć; a wtedy najbardziej trwożyć się nam trzeba, gdy wszystko nam idzie według życzeń naszych... Jeżeli Bóg nas przeznaczył do nauczania nieumiejętnych i do walczenia przeciw heretykom, nie możemy być zawsze u stopni ołtarza, i musimy niekiedy, dla uczenia się, zawieszać modlitwę. Potrzeba też wówczas ograniczać posty, i używać pokarmów dostatecznych do utrzymania sił naszych. Mając od Boga, zarówno ciało jak i duszę, zarówno z jednego jak z drugiego zdamy liczbę Bogu... Sądźmy, żeśmy za usługi bliźnim najlepiej wtedy zapłaceni, gdy nam odwdzięczają obelgą i zelżywością, jedyną zapłatą, jaką świat odpłacił Jezusowi Chrystusowi za wszystek trud Jego... Jakkolwiek potężnymi byliby nieprzyjaciele nasi, nie powinniśmy się ich obawiać, jeżeli nic sobie do wyrzucenia nie mamy. Mogą oni walczyć przeciw prawdzie, ale jej zwyciężyć nigdy nie zdołają. Prawda, sama się broni. Dopóki przeto jesteśmy w prawdzie, bronić się nie potrzebujemy. Milczenie, w podobnych razach, bywa niekiedy wymowniejszym nad wszelką obronę) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis, Doctoris Angelici, totius Summae Theologicae Conclusiones (uzupełniono)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De peccato veniali secundum se. (Utrum peccatum veniale causet maculam in anima. Co. – Peccatum veniale cum non tollat habitum charitatis neque aliarum virtutum, sed magis impediat actus illarum, non inducit maculam in anima, nisi inquantum nitorem qui est ex virtutum actibus impedit) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De legibus (Utrum lex sit aliquid rationis. Co. – Cum lex sit quaedam regula, et humanorum actuum mensura, necesssario ad ipsam rationem spectat) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De legum diversitate. (Utrum sit aliqua lex aeterna. Co. – Est aliqua lex aeterna, ratio videlicet gubernativa totius universi in mente divina existens) (nowość)

Divi Thomae Aquinatis totius Summae Theologicae Conclusiones. De effectibus legis. (Utrum effectus legis sit facere homines bonos. Co. – Sicut principis est bene imperare, sic subditorum propria virtus, quae eos bonos facit, est bene obedire, ad quod lex inducit; unde proprius legis effectus est homines vel secundum quid, vel simpliciter bonos efficere) (nowość)

Ks. Aleksander Jełowicki. Listy duchowne. List do Stanisława Tarnowskiego. Osobne słowo o katechizmie Bellarmina. PDF ) (Sobór Watykański, uchwaliwszy jedność katechizmu, miał go na nowo ułożyć. Co nim nastąpi, zawsze, z mnóstwa katechizmów całego świata, najpoważniejszym, jako przez Papieża całemu światu zaleconym, jest katechizm Bellarmina. Pisarzem jego był wielki uczony i wielki święty, który o tym katechizmie swoim powiedział, iż więcej kosztował go pracy, aniżeli obszerne dzieła jego, które świat podziwia. Bo tu musiał, w najkrótsze słowa, najgłębsze prawdy wiary streścić; by je tym łatwiej do pamięci podać. Prawda, że katechizm Bellarmina jest ciężkim; ale tak ciężkim jak złoto, które bardzo łatwo na szelążki zmienić. Chcę przez to powiedzieć, że bardzo go łatwo wykładać. Niech o tym świadczy próbka, którą tu załączam. Naprzód, umieszczę pierwszy ustęp z katechizmu mniejszego Bł. Bellarmina; a potem, próbkę jego rozwijania) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Trzech Króli. (W Katedrze Warszawskiej). PDF ) (Uroczystość dzisiejsza kończy szereg uroczystości, które przedstawiając nam wzniosłe i rozrzewniające pamiątki, tak bliski mają związek z przeznaczeniem i nadziejami naszymi. Dzień bowiem dzisiejszy, przypomina nam zjawienie się owej przez proroków przepowiedzianej gwiazdy, zwiastującej światu Zbawiciela! Dziś to jest pamiątka dnia, w którym Królowie z Saby oddali hołd wcielonemu Przedwiecznemu Słowu! Sięgając myślą do owego dnia i owej chwili, co za wspaniały widok uderza nasze zmysły! przed słabym dziecięciem padają na kolana poważni starcy i witając w Nim Zbawcę Narodów, składają przepowiedziane przez Proroka Ageusza dary: mirę, kadzidło i złoto, których mistyczne znaczenie przedziwnie wielkość i godność przeznaczenia Chrystusa wyjaśnia. Jaka przemiana w niewielu dniach! Ten dla którego nie było gospody w Betleem – owo ubogie w żłobie złożone dziecię, – jakkolwiek oznajmione przez Aniołów, niepoznane! dziś odbiera hołd Królów, a w ich osobie od wszystkich narodów! – dziś publicznie wobec zaślepionego ludu uznane Królem narodów, – najwyższym Kapłanem nowego zakonu – człowiekiem wreszcie który dla odkupienia świata spełni śmiertelną ofiarę! takie bowiem jest mistyczne znaczenie złożonych Mu darów. Zbawiennym więc jest zamiar Kościoła; w obchodzie dzisiejszej uroczystości, chce on z przykładu Mędrców nauczyć nas oddawać hołd Jezusowi i składać Mu dary które by Go były godne. A jako Chrystus nie leży już w żłobie ubogim dzieciątkiem, ani Go czeka ucieczka do Egiptu, nie idzie tu więc o składanie darów zmysłowych, ale o dary trwalsze i szacowniejsze, o dary umysłowe, duchowne, idzie tu o nasze dusze, serce i uczucia. Na dwa więc punkta zwróćmy w dzisiejszej uroczystości uwagę: na znaczenie darów jakie Chrystusowi złożono, i na uczucia jakie Mędrcami kierowały przy złożeniu darów, a z obu tych uwag poznamy co nam za przykładem przez Mędrców wskazanym, czynić należy. Wy tylko o święci Królowie! coście pierwsi uznali i powitali Zbawiciela, uczyńcie waszym wstawieniem naszą ofiarę przyjemną Bogu) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Nowego Roku. (U XX. Dominikanów w Warszawie). PDF ) (Kiedy dziś w całym chrześcijańskim świecie, a osobliwie w tutejszej świątyni, z szczególną uroczystością obchodzimy pamiątkę tajemnicy dopełnionej na Jezusie Chrystusie po spełnieniu się dni ośmiu od Jego narodzenia, tajemnicy kończącej stary, a zaczynającej nowy zakon, nie może co innego zajmować myśli i uczuć naszych, jak wspomnienie na bieg czasu, i na zachowanie się nasze! I dla nas spełniły się dni! upłynął znowu rok jeden, i powiększył przeciąg życia naszego! a prosty rozsądek i wiara pytają nas dziś, czyli dni które nam opatrzność pozwoliła dopełnić do lat życia naszego, powiększają tylko ciężar win – czy też owoce zasług! W dzisiejszej tajemnicy widzimy Jezusa poddającym się woli Ojca Przedwiecznego, a wasza tu liczna obecność, oddaje publiczny, uroczysty hołd temu poddaniu się. – Kościół więc Święty ma prawo zapytać się, czyli będąc uczniami Chrystusa, naśladujemy Jego zachowanie się względem Ojca niebieskiego, czy dążymy za Nim do zbawienia, które nam przygotował? Bo ten jest cel podwójny dzisiejszej uroczystości, aby wspomnieniem upływu lat, przypomnąć zbliżającą się wieczność, a wspomnieniem Jezusa, nauczyć sposobu osiągnienia szczęśliwej wieczności. – Dzień więc dzisiejszy, jest dla nas dniem zbawienia, bo dniem nadziei i radości, bo każdy nowy rok, zbliżając nas do wieczności, zbliża do urzeczywistnienia nadziei, jakie w niej mieć powinniśmy – i każdy nowy rok przypominając nam, że przez Jezusa dokonane zostało nasze odkupienie, napełnia serca nasze duchowną radością. Mogęż więc lepiej z wami rozpocząć rok nowy, jak życząc abyście pamiętając na upływające co rok lata, zrozumieli potrzebę i nagłość starania się o zbawienie? – mogęż wam korzystniejsze wynurzyć życzenia, jak życząc aby imię Jezus, stało się wam zadatkiem wszelakiej łaski potrzebnej do zbawienia! Tak Pobożni Słuchacze! krótkość czasu i łaska Boska, oto dwie korzystne uwagi do rozważenia w dzisiejszej tajemnicy, i dwa główne punkta mojej do was nauki. Dzień dzisiejszy nie może być lepiej rozpoczęty i użyty, jak rozważaniem tych prawd, dla których żyjemy na ziemi i żyć mamy w wieczności – to więc co stanowi doczesną i wieczną szczęśliwość naszą, godne jest pilnej uwagi) (nowość)

Ks. Józef Kalasanty Mętlewicz. Kazanie na uroczystość Bożego Narodzenia. (U Sakramentek w Warszawie). PDF ) (Niewysławiona radość napełniać dziś powinna serca nasze, bo dziś to jest pamiątka narodzenia naszego Zbawiciela! dziś to jest dzień, w którym zabrzmiały pienia chórów Anielskich: "chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!", dzień w którym wielka i dobra nowina (ewangelia) ogłoszoną została światu, oczekującemu nań od czterech tysięcy lat, dzień w którym spełniły się wszystkie proroctwa z taką uroczystością i pod tylu figurami ogłaszane! Zbawiciel – Pomazaniec Boski – Chrystus – Pan nasz, dziś zstąpił na ziemię! Niebiosa spuściły na świat Sprawiedliwego! Gwiazda Jakuba objawiła się światu! berło zostało odjęte Judzie, bo oczekiwany od narodów przyszedł i znak zapowiedziany od wieków ziścił się, bo Panna poczęła i porodziła! bo w Betleem narodził się Wódz i Mistrz Izraela! Ileż to dobrodziejstw bracia moi, z dniem narodzenia Zbawiciela spłynęło na ziemię! Nie byłby ten dzień tak upragnionym, przez tyle wieków zapowiadanym i oczekiwanym, nie byłby on przedmiotem i rozwiązaniem wszystkich proroctw, gdyby nie był celem wszystkich zamiarów Boga względem ludzi, gdyby nie był najoczywistszym dowodem Jego miłości ku rodzajowi ludzkiemu. O szczęśliwa nocy, coś była świadkiem tych Boskich urodzin! o błogosławiona ciemności, w której pierwszy raz zajaśniała światłość świata!) (nowość)

Ks. Michał Ignacy Wichert. Nauki katechizmowe o Składzie Apostolskim, Przykazaniach Boskich i Kościelnych, o Modlitwie Pańskiej i Sakramentach (uzupełniono)

Ks. Michał Ignacy Wichert. Nauki katechizmowe... O gniewie. (Gdy o gniewie mówić poczynamy, najprzód przestrzec mi was należy, słuchacze najmilsi, iż ta namiętność jest bardzo skryta, niełatwo ją kto w sobie poznaje, choćby też najbardziej w nim wkorzeniona była, jest ona bowiem na kształt gorączki skrytej, która choć wszystko ciało na człowieku pożera i zdrowie z gruntu niszcząc, o śmierć przyprawia, nie znaczna jednak i nieuleczona jest. Oślepia albowiem ta namiętność rozum ludzki, i oczy duszne dziwnie zaciemnia, jako to sama Mądrość najwyższa przez Jana świętego oświadcza: Qui odit fratrem, in tenebris est, et in tenebris ambulat. "Kto nienawidzi brata, w ciemnościach jest i w ciemnościach chodzi". I dalej przez tegoż mówi, et nescit quo eat, quia tenebrae obcoecaverunt oculos ejus. "I nie wie, gdzie idzie, bo ciemności ogarnęły go" (I Joan. 2, 11). Ta zaś przestroga dlatego wam się daje, abyście tym pilniejsi i ostrożniejsi byli w upatrowaniu tej w sobie namiętności, im ona skrytsza jest, i nauki o tym słuchając, onę łatwiej z serca swego wyrzucić mogli. Gniew dwojaki jest. Jeden gdy kto samą osobę jaką nienawidzi, drugi, gdy kto w osobie jakiej nienawidzi czego, co albo jemu, albo innym jest szkodliwego. Gdy kto ma nienawiść ku osobie, grzeszy zawsze śmiertelnie według wyroku Boskiego: Kto nienawidzi brata swego zabójca jest (I Joan. 3, 15). Chybaby lekkość materii onego w tym wymawiała. Na przykład: gdyby kto małe jakie od osoby miał odrażenie, i małego mu jakiego złego życzył w sercu swoim, tedyby gniew jego takowy powszednim był tylko grzechem. Gniew zaś nie ku osobie, ale ku rzeczy jakiej w bliźnim upatrzonej, może być zły, albo dobry, według tego, jako to, co w bliźnim naszym nienawidzim, dobre albo złe będzie) (nowość)

Sac. Petrus Ludovicus Danes. Institutiones Doctrinae Christianae, sive Catechismus ad usum seminariorum (uzupełniono)

Sac. Petrus Ludovicus Danes. Institutiones Doctrinae Christianae... Pars I. Sectio II. Caput XI. De Confessione. (QUAESTIO. 1. Estne peccatorum confessio ex divino praecepto sacerdoti Jurisdictionem habenti facienda ab eo, qui post baptismum lapsus est? R. Est prorsus illi, qui baptismalem innocentiam lethali aliquo crimine perdiderit. Etenim Dominus noster Jesus Christus, ascensurus ad Patrem, sacerdotes sui vicarios reliquit, judicesque constituit, ut peccata lapsorum aut remitterent aut retinerent: hoc porro judicium sine causae cognitione exerceri non potest; neque in poenis injungendis servari posset aequitas, si in genere dumtaxat, et non potius in specie ac sigillatim sua ipsi peccata poenitentes declararent. Hanc autem confitendi necessitatem lapsos subire Christus voluit, tum ut humilientur, tum ut a sacerdotibus ceu animarum medicis, congrua malis suis remedia consequantur. Q. 2. Quaenam peccata in confessione necessario exprimenda sunt? R. Mortalia omnia, quorum post diligentem sui discussionem, conscientiam habet poenitens, etiamsi occultissima illa sint, et tantum adversus duo ultima decalogi praecepta commissa, quae nonnumquam animam gravius sauciant, et periculosiora sunt iis, quae in manifesto admittuntur) (nowość)

Św. Bonawentura Biskup, Doktor Kościoła. Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa w pobożnych rozmyślaniach zawarty (uzupełniono)

Św. Bonawentura Biskup, Doktor Kościoła. Żywot... Zdjęcie z Krzyża. (Ale oto patrzą, a inną drogą nadchodzi znowu kilku ludzi: byli zaś to Józef z Arymatei i Nikodem wraz z innymi, których prowadzili z sobą niosących przyrządy potrzebne do zdjęcia ciała przenajświętszego z krzyża, a także około stu funtów mirry i aloesu. Przychodzili dla pogrzebania Zbawiciela, lecz Matka Boża i osoby Ją otaczające widząc ich z daleka zbliżających się, a nie poznając, z wielką trwogą porywają się na nogi. O! Boże! cóż za nowa bieda? Lecz Jan przypatrując się nadchodzącym rzekł: "Poznaję pomiędzy nimi Józefa i Nikodema". A wtedy przenajświętsza Panna uspokoiwszy się: "Błogosławiony Bóg nasz, powiada, który zsyła nam pomoc. Wejrzał na sługi Swe i nie opuszcza nas. Janie, synu kochany, pójdź na ich spotkanie". Jan pospieszył do nich, a gdy się zeszli, uściskali się wzajemnie z płaczem wielkim, i długo, długo przemówić żaden nie mógł, taki ich ciężki smutek uciskał, i tak obfite łzy wylewali. Po chwili, gdy się nieco utulili, Nikodem pyta kto jest przy przenajświętszej Pannie i co się stało z innymi? Jan wymienia mu niewiasty obecne pod krzyżem, o uczniach zaś nic powiedzieć nie może, gdyż żadnego z nich w dniu tym nie widział. Wypytuje Nikodem i o szczegóły tyczące się Zbawiciela, a Jan opowiada mu wszystko) (nowość)

S. Bonaventura Episcopus, Doctor Ecclesiae. Meditationes Vitae Christi (uzupełniono)

S. Bonaventura Episcopus, Doctor Ecclesiae. Meditationes... Hora vespertina, meditatio. (Iterum autem vident alios plures per viam venientes, qui erant Joseph ab Arimathia et Nicodemus, ducentes secum alios, portantes instrumenta, quibus corpus deponant de cruce; et portabant quasi centum libras myrrhae et aloes, et veniebant ad sepeliendum Dominum. Tunc surgunt omnes cum timore magno. O Deus, quanta est ista afflictio hodie! Circa conspiciens autem Joannes dixit: Ego cognosco ibi Joseph et Nicodemum. Tunc Domina, resumptis viribus, dicit: Benedictus Deus noster, qui mittit nobis auxilium; memor fuit nostri, et non dereliquit nos. Fili, occurras eis. Vadit ergo Joannes ejus obvius velociter, et attingentes se, ad invicem amplexantur cum fletu magno, non valentes per magnam horam ad invicem sibi loqui, ex compassionis teneritudine, et abundantia fletus et doloris; postea veniunt adversus crucem. Quaerit Joseph, qui sint ibi cum Domina, et quid sit de aliis discipulis. Dicit illi Joannes istas, quae ibi sunt. De discipulis autem respondet se nescire, quia nullus ibi fuit hodie. Quaerit etiam de his, quae circa Dominum facta sunt, et narrat ei Joannes per singula) (nowość)

Ks. Alojzy Bukowski SI. Dogmatyczne podstawy chrześcijańskiej solidarności. (Principia dogmatica christianae communionis sive solidaritatis, quae vocatur). PDF ) (Chrześcijańska idea solidarności ludzi jest na wskroś transcendentna; transcendentna co do pochodzenia, bo wywodzi się z nadprzyrodzonego objawienia Bożego, transcendentna także w swej treści, gdyż przechodzi rozum ludzki; lecz doskonale zgadza się i harmonizuje z naturą ludzką, empirycznie znaną. Podstawę tej idei tworzy naturalna jedność rodzaju ludzkiego, którą już pierwsza księga Pisma św. z całą jasnością wypowiada, a także Apostołowie Chrystusowi jako jedną z pierwszych prawd poganom do wierzenia przedstawiali. Świadczą o tym Dzieje Apostolskie, gdzie czytamy, iż św. Paweł głosił w Atenach, że Bóg "z jednego (człowieka) wywiódł wszelkie plemiona ludzi, aby zamieszkali całą powierzchnię ziemi" (Dz. Ap. 17, 26)... Skutkiem wspólnego pochodzenia istnieje między wszystkimi ludźmi organiczny związek, wszyscy tworzą jedną całość, jakby ogromne drzewo, którego wszystkie konary i gałązki z jednego pnia i jednego korzenia wyrosły. Porównanie to jest tym więcej odpowiednie, ponieważ według Pisma św. ciało pierwszej niewiasty, matki wszystkich żyjących, zostało przez Boga z ciała Adama utworzone (Rodz. 2, 21-25). Oprócz fizycznej i fizjologicznej solidarności, wynikającej z tego samego rodowodu, istnieje też ogólnoludzka solidarność moralna, czyli wspólna naturalna odpowiedzialność. Wprawdzie każdy poszczególny człowiek jest wewnętrznie wolnym i panem swych czynów, a wskutek tego za nie odpowiedzialnym; lecz w rzeczywistym swym postępowaniu podlega on różnym wpływom moralnym ze strony swych bliźnich i nawzajem wieloraki wpływ na innych wywiera, nie tylko bezpośrednio, ale także przez pośrednie oddziaływanie. Wskutek tego część odpowiedzialności za moralne czyny każdego z nas spada na innych ludzi i rozdziela się nie tylko na najbliższe ale i dalsze otoczenie, nie jedynie na pokolenie współczesne, ale i dawniejsze i najdawniejsze; lecz nawzajem my obciążamy się odpowiedzialnością za moralny stan przyszłych pokoleń. W ten sposób powstaje powszechna solidarność, nieograniczona co do miejsca ani czasu, obejmująca całą ludzkość. Różne jej dziedziny uczyniono właśnie ostatnimi czasy przedmiotem szczegółowych badań. Lecz ponad tą naturalną solidarnością, którą samym rozumem poznać możemy, wskazuje nam objawienie inną, istotnie wyższą, związaną z przeznaczeniem ludzkości do celu nadprzyrodzonego, które stanowi podstawę całej ekonomii Bożej względem rodzaju ludzkiego. Początek tej ekonomii wywodzi się stąd, że Bóg, postanawiając stworzenie człowieka jako korony całego widzialnego świata, nie chciał go zostawić na poziomie stworzonym, lecz zdecydował się wynieść go do swojej własnej sfery i dopuścić do uczestnictwa w szczęściu z natury sobie tylko właściwym. Żeby człowiek do szczęścia wiecznego mógł się odpowiednio przygotować, wyposażył go Bóg w szereg nadprzyrodzonych darów, z których najprzedniejszym była łaska uświęcająca, podnosząca do uczestnictwa w naturze Bożej oraz do godności dziecka Bożego i dziedzica nieba. Inne dary miały ciało ludzkie uczynić doskonałym narzędziem dla duszy i ułatwić osiągnięcie ostatecznego celu... Kiedy Adam, zapragnąwszy za poduszczeniem szatana całkowitej niezależności, gardząc nieskończoną dobrocią i ojcowską miłością Bożą, przykazanie Jego przekroczył, stał on się winnym ciężkiego naruszenia porządku moralnego i zniewagi nieskończonego majestatu Boga, a wskutek tego niegodnym Jego miłości; w następstwie czego utracił łaskę uświęcającą wraz z innymi nadprzyrodzonymi darami. Ponieważ Adam działał w tym jako ojciec i głowa rodzaju ludzkiego, wina przez niego zaciągnięta wraz z następstwami zaciążyła nad całym jego potomstwem i realizuje się w każdym poczynającym się człowieku, który przez naturalne zrodzenie wchodzi w organiczny związek z Adamem. Tak opiewa jasna nauka Pisma św., którą Kościół już w starożytności określił jako jeden z najbardziej podstawowych dogmatów katolickich... Odkupienie dokonało się analogicznie do upadku w sposób solidarny, całej ludzkości łącznie i równocześnie, za pośrednictwem wcielonego Syna Bożego, ustanowionego drugim Adamem, nowym reprezentantem i głową rodzaju ludzkiego (por. Rzym. 5, 14; 1 Kor. 15, 45). Przez unię hipostatyczną wprawdzie tylko jedna jednostkowa natura ludzka złączoną została z Bogiem, lecz potencjalnie wszystkie. Chrystus posiadał bowiem odpowiednią moc i powołanie... Dzieło odkupienia, dokonane przez śmierć Chrystusa na krzyżu miało, mimo swej doskonałości, samo z siebie tylko obiektywne znaczenie. Przez zastępczą ofiarę swoją przedstawił Chrystus Ojcu niebieskiemu za upadłą ludzkość przeobfite zadośćuczynienie i nieskończone zasługi. O ile z Nim i w Nim uczyniła to cała ludzkość, była ona jako całość przez to odkupiona; lecz poszczególne osoby otrzymały jedynie możliwość zbawienia. Dla rzeczywistego uwolnienia od grzechów i uświęcenia potrzeba jeszcze, żeby nieskończony skarb zadośćuczynienia i zasług Zbawiciela poszczególnym ludziom został przyswojony. To jest celem dalszych czynności zbawczych Chrystusa, trwających aż do skończenia świata, które On jednak wykonuje w sposób niewidzialny, posługując się pośrednictwem żywych i widomych narzędzi, ludzi osobno do tego wybranych i upoważnionych. Chcąc atoli zbawić człowieka odpowiednio do jego natury, nie daje mu Chrystus zbawienia wyłącznie jako daru, lecz zarazem jako zadanie; człowiek ma osiągnąć własne szczęście nie w sposób czysto bierny, lecz przy własnym współdziałaniu z łaską Bożą, żeby szczęśliwość jego była tym większa. Dlatego musi każdy, kto doszedł do używania władz duchowych, przy pomocy łaski uczynkowej, do otrzymania łaski poświęcającej odpowiednio się przygotować. To jest potrzebne już dla duchowego odrodzenia, które jest niezbędnym warunkiem udziału w owocach odkupienia. Albowiem jak grzech pierworodny przechodzi na tych, którzy w naturalny sposób pochodzą od Adama, tak łaska odkupienia spływa tylko na tych, którzy się z Odkupiciela odrodzili. Odrodzenia tego dokonywa Chrystus, względnie Duch Święty, przez udzielenie nowej wyższej natury, jaką stanowi łaska uświęcająca, dająca uczestnictwo w naturze Boskiej wraz z godnością przybranego synostwa Bożego. Kto chce w tak ścisły stosunek wejść z Chrystusem, musi się wyrzec grzechu i przejąć się przez wiarę i miłość duchem Chrystusowym. Pełniejsze uczestnictwo w łasce Zbawiciela wymaga ukształtowania całego życia według Jego wzoru i przykładu) (nowość)

Ks. Marian Morawski SI. Boże Macierzyństwo (wedle M. J. Scheebena). PDF ) (Boże Macierzyństwo, to dogmat określony na Soborze Efeskim (431), a zarazem sankcja tego oburzenia, jakie przeszło po świecie chrześcijańskim z chwilą, gdy Nestoriusz zaprzeczył Matce Chrystusa prawa do najwznioślejszego tytułu, jakim mianowali i czcili Ją dawni Ojcowie: Theotokos, Boża Rodzicielka. Pius XI uwiecznił liturgiczną pamięć tego soboru, ustanawiając doroczną uroczystość Bożego Macierzyństwa na 11 października. Jest to zarazem nowy wyraz tego stanowiska, jakie Maryja zajmuje w nauce i życiu Kościoła, które odpowiada Jej roli w Boskim planie świata. Jak historia objawienia, tak i dzieje dogmatu chrześcijańskiego związane są z Jej osobą, zwłaszcza dzieje dogmatu chrystologicznego. Już w Składzie Apostolskim znalazła poczesne miejsce obok osób Boskich, a rzecz to znamienna, że trzy pierwsze sobory z kolei określają godność Syna Bożego (Nicejski), godność Ducha Świętego (Carogrodzki), godność Matki Boskiej (Efeski)... Tę ideę zaślubin mistycznych wskrzesił największy zapewne mariolog doby ostatniej, Scheeben, który w związku z tą ideą tak niespożyte zasługi położył dokoła teologicznego uzasadnienia Wszechpośrednictwa Maryi. Otóż to uzasadnienie opiera się u niego na dwu przesłankach: na Bożym Macierzyństwie, oraz na pojęciu Nowej Ewy, jako Oblubienicy Słowa. Scheeben wykazał świetnie, że te dwa pojęcia: Dziewicy-Matki Chrystusa i Oblubienicy Słowa Bożego są ściśle ze sobą związane i nader szczęśliwie się uzupełniają... Z tego już rozważania Macierzyństwa Bożego pod względem fizycznym wynika dowodnie, w jakim błędzie są protestanci, którzy całą rolę Maryi ograniczają do wydania na świat Chrystusa, nie wnikając głębiej w konsekwencje teologiczne tej choćby koncepcji. – Łączy się zresztą ten pogląd z pojęciem łaski u dawnych protestantów. Jak człowiek względem łaski ma się tylko biernie, jak glina w ręku garncarza, tak i Maryja jest dla nich najwyżej gliną podatną w rękach Stwórcy, z której ukształtował człowieczeństwo Chrystusa. Przeciwnie, ze stanowiska katolickiego należy stwierdzić, że Macierzyństwo Boże wynosi Maryję do porządku nie tylko nadprzyrodzonego, ale poniekąd do niedościgłej sfery hipostatycznej, ma bowiem charakter nie przypadłościowy jedynie, jak wszelka łaska, ale substancjalny, i to w samej naturze macierzyństwa, nie zaś w czynnikach nadnaturalnych, uzasadniony. Przez to samo można Dziewicę Niepokalaną nazwać prawdziwie istotą niebiańską, bo naturalnie pokrewną jest Boskiej osobie swego Syna, a powinowata Bóstwu samemu... Na podobieństwo pierwszej Ewy, przejrzana od wieków Oblubienica Słowa, z boku Nowego Adama, Chrystusa utworzona, bo jest pierwszym i najdojrzalszym owocem Jego Odkupienia – i w tym właśnie prototypem Kościoła – staje przy Nim jako "pomoc podobna Jemu", i jako taka ma wtórny udział w zwycięstwie nad odwiecznym wrogiem ludzkości i wrażymi potęgami grzechu i śmierci, przez swe Niepokalane Poczęcie i chwalebne Wniebowzięcie) (nowość)

Ks. Marian Morawski SI. Dogmat piekła. PDF ) (Podobnie, jak chrześcijaństwo nie jest tylko religią krzyża, lecz przeważającego już w tym życiu wesela – zapytajmy o to świętych, a choćby zwyczajnych wiernych, pełniących swe obowiązki religijne – tak też piekło nie jest przedmiotem wiary odosobnionym od innych, lecz koniecznym i nader skutecznym ich poparciem, przeciwstawieniem i uzupełnieniem. Dante w tym właśnie poczuciu chrześcijańskim kładzie na wrotach piekła napis: fecemi la divina potestate, la somma sapienza e il primo amore, "uczyniła mię Boża potęga, najwyższa mądrość i miłość najpierwsza". Tak po prostu wyraża się poczucie chrześcijańskie, które nie gorszy się z dzieł Najwyższego, "nie myśli złego, ale się weseli z prawdy", nie wyjąwszy i tej. Płomienie dobroczynne piekła iluż to zagrzały do miłości Bożej! Nie jest to paradoksem, że dla olbrzymiej większości ludzi, nie wyjąwszy świętych, nie byłoby nieba, gdyby nie ich żywa wiara w piekło. Wszak posiadamy ich świadectwa. Miłosierdzie, znoszące piekło, nie zrodziło się z miłości Bożej, to zupełnie pewne, lecz z pobłażania dla tego, co Bóg ma w nienawiści – a piekło nie jest nawet dostatecznym tej nienawiści wyrazem – tj. dla grzechu. Fryderyk Ozanam słusznie dziwi się tym, którzy mniemają, że posiadają więcej miłości bliźniego i miłosierdzia, niż święci, jak np. ludzki bardzo św. Augustyn – powiedzmy niż Chrystus, niż sam Bóg... Właściwym wyrazem na oznaczenie piekła jest gehenna... Z nazwy, która, rzecz prosta, może być tylko słabym obrazem rzeczywistości, przejdźmy do istnienia tej rzeczywistości, tj. piekła wiekuistego. Niepopularny to dogmat. Kościół, jak po wsze czasy miał nadludzką śmiałość być sumieniem ludzkości, sumieniem nieprzedajnym, bezkompromisowym, tak też z iście nadprzyrodzoną odwagą obstawał przy powierzonym sobie skarbie objawienia Bożego, nie wyjąwszy i tego kamienia obrazy, jakim jest dla "humanitaryzmu" dogmat sankcji wiekuistej. Sekty od Kościoła oderwane dawno się go pozbyły, nie chcąc razić zbytnio swych wyznawców lub pragnąc zjednać nowych kosztem tanich kompromisów. Mieliśmy świeży dowód tego na Hodurowcach, którzy wraz z celibatem znieśli i dogmat kary wiecznej. Otóż właśnie prawda o piekle w dziejach Objawienia Bożego od początku i stale przejawia się jako podstawa porządku moralnego i nadprzyrodzonego. Aby się o tym przekonać, wystarczy krótki przegląd odnośnych danych Pisma św. i podania chrześcijańskiego... Niedwuznaczne dane Pisma św. stanowią niewzruszoną podstawę, na której opiera się Podanie chrześcijańskie, przekazywana z wieku na wiek nauka Ojców Kościoła i późniejsza spekulacja teologiczna. Wiekuiste potępienie tych, co w niezgładzonym grzechu ciężkim schodzą z tego świata, to prawda fundamentalna etyki chrześcijańskiej, nigdy niezadawniona ani przyćmiona nawet w świadomości Kościoła powszechnego. Zdarzały się dyskusje co do pewnych szczegółów, których Pismo św. nie podaje, jako to co do miejsca piekła, charakteru kary zmysłowej, chwili jej rozpoczęcia, losu dzieci nieochrzczonych, lecz sama istota sankcji wiekuistej nigdy ze strony prawowiernych nie była podawana w wątpliwość. W tym znaczeniu nie można też mówić o historii tego dogmatu, historie natomiast mają błędy, zaprzeczające istnieniu kary wiecznej, historyczną też jest opozycja Kościoła przeciwko zakusom herezji i spekulatywne pogłębienie samego dogmatu) (nowość)

Ks. dr Antoni Trznadel. Co stanowi prawdziwą wartość człowieka? PDF ) (Po czymże więc poznać wartość człowieka? – Oto po tym kryterium, któreśmy przytoczyli powyżej: z owoców ich poznacie je. Najlepszym świadectwem człowieka jest to, które człowiek sam sobie wydaje, – jest to świadectwo wypisane nie słowem, lecz czynem. Na to świadectwo, jako na dowód Swego Boskiego posłannictwa, powoływał się Pan Jezus, gdy rzekł: same uczynki, które ja czynię, świadczą o mnie, iż mię Ojciec posłał (Jan V, 36). Tę miarę, jako miarę wartości człowieka wobec Boga, stawia religia chrześcijańska. Chrystus Pan powiada: Nie każdy, który mówi: Panie, Panie, wnijdzie do królestwa niebieskiego, ale który czyni wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech, ten wnijdzie do królestwa niebieskiego (Mt. VII, 21). To samo powtarza za Mistrzem św. Paweł: którzy zakon czynią, będą usprawiedliwieni (Rzym. II, 13), a św. Jakub w krótkich, ale treściwych słowach odzywa się do pierwszych chrześcijan: Bądźcie czynicielami słowa (tj. nauki Chrystusowej), a nie słuchaczami tylko (Jak. I, 22). Według tej miary ocenimy należycie wartość człowieka nie tylko wobec Boga, ale i wobec społeczeństwa; ten najwięcej wart, kto dla chwały Bożej, a dla dobra ludzi, najwięcej zrobił. Chcąc tedy poznać wartość człowieka, nie zważajmy ani na jego powierzchowność, ani na rysy twarzy, ani na jego formy, ani też nie zadawalajmy się oceną jego talentu, ale patrzmy na jego czyny; człowiek o tyle więcej jest wart, o ile więcej jest człowiekiem czynu. Zachodzi teraz pytanie, czego potrzeba, aby być człowiekiem czynu, czyli które najważniejsze czynniki składają się na takich ludzi. Oto czynnikami tymi oprócz talentu, o którym już mówiliśmy, są: prawy charakter, takt, wyższy pogląd i energia) (nowość)

Bp Donald J. Sanborn. Przepowiednie o końcu świata. Kazanie wygłoszone w Ostatnią Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego (24. XI. 2019 r.) w Londynie, w kaplicy św. Edmunda. PDF ) (Żyjemy w czasach post-chrześcijańskiego pogaństwa, które jest o wiele gorsze od pogaństwa przed chrześcijaństwem, jest znacznie gorsze, znacznie bardziej wyrachowane i zgubne. Jeśli chodzi o znaki zapowiadające te wydarzenia to też są bardzo podobne. Znaki zapowiadające zburzenie Jerozolimy i koniec świata są takie same: wielkie prześladowanie wierzących, pojawienie się fałszywych proroków i fałszywych Chrystusów, a w końcu Antychrysta i ohyda spustoszenia w Miejscu Świętym. Właśnie mieliśmy bożka Pachamamę w Miejscu Świętym w Rzymie. Coś o czym nikt by nie pomyślał, że mogłoby mieć miejsce, że bożki, idole, idolatria będzie sprowadzona do bazyliki św. Piotra. Ale to się naprawdę wydarzyło. W Starym Testamencie "ohyda" zawsze oznaczała idolatrię, więc mamy ohydę spustoszenia w Kościele i w społeczeństwie – wszędzie mamy spustoszenie.  Ohyda spustoszenia to te bożki w bazylice św. Piotra, w tym budynku konsekrowanym na chwałę Bożą, który stanowi centrum rzymskiego katolicyzmu, w tym budynku miało miejsce bałwochwalstwo) (nowość)

Ks. Anthony Cekada. Witajcie na tradycyjnej, łacińskiej Mszy świętej. PDF ) (Jeżeli wzięliście do rąk niniejszą broszurkę, to prawdopodobnie zadajecie sobie czasem pytania dotyczące tradycyjnej Mszy świętej oraz tego, dlaczego niektórzy katolicy na nią uczęszczają. Być może, właśnie po raz pierwszy uczestniczyliście w tradycyjnej Mszy świętej. Może dyskutowaliście o sytuacji w Kościele z katolickim przyjacielem, który uczęszcza na "łacińską Mszę". Albo może zawędrowaliście do kościoła, w którym odprawiana jest tradycyjna Msza. Najbardziej uderzającą cechą tradycyjnej Mszy świętej – dla ludzi, dla których jest ona nowym doświadczeniem – jest jej język: łacina. Są oni również zachwyceni pięknem ceremonii, jak i tym, że jej obrzędy przywołują na pamięć obrazy minionych wieków. Jednakże łacińskie, piękne ceremonie i nostalgia za "dawnymi czasami" nie są głównymi powodami, dla których zachowaliśmy tradycyjną Mszę św. Naszym celem jest raczej zachowanie integralności katolickiej doktryny i pragnienie składania Bogu czystej i pełnej najwyższego uwielbienia ofiary. W tradycyjnej łacińskiej Mszy w przeciwieństwie do współczesnej (czyli "Nowej Mszy") ten cel zostaje osiągnięty. Mamy nadzieję, że to, co znajdziecie w tej broszurce pozwoli Wam dowiedzieć się czegoś więcej o katolikach, którzy uczęszczają na tradycyjną łacińską Mszę. Będziemy się modlić, abyście dzięki łasce Bożej i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, mogli stać się jednymi z nich oraz abyście całym swym życiem wyrażali wierność tradycji katolickiej, do czego wzywa nas św. Paweł Apostoł: "bracia, stójcie, a trzymajcie się podań, których się nauczyliście" (fratres, state, et tenete traditiones quas didicistis). (Por. II Tes. 2, 15)) (nowość)

Bp Mark A. Pivarunas CMRI. Przesłanie Matki Bożej w Fatimie ratunkiem dla świata. PDF ) (Rozwiązanie problemów świata przekazała nam Matka Boża w Fatimie w 1917 roku. Podane przez Nią rozwiązanie nie straciło obecnie ani na aktualności, ani na znaczeniu – tak naprawdę, dotyczy naszej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Najświętsza Maryja Panna uroczyście oświadczyła, że przyszła prosić ludzkość o poprawę i zaprzestanie obrażania Boga, już tak bardzo obrażanego. Opłakiwała zatratę dusz w piekle i napominała o składanie modlitw i ofiar za nawrócenie biednych grzeszników. W szczególności zwróciła uwagę, że więcej dusz idzie do piekła z powodu grzechów cielesnych niż z jakiegokolwiek innego powodu i że pojawią się na świecie pewne zachowania i mody, które bardzo obrażają Jej Boskiego Syna. Ostrzegała również, że Rosja rozszerzy swoje błędy, a wtedy, w 1917 roku, nikt nie wyobrażał sobie, co miało się wydarzyć w Moskwie wraz z rewolucją bolszewicką kierowaną przez komunistycznych rewolucjonistów – Lenina i Trockiego. Wiemy również, że Nasza Najświętsza Matka powierzyła dzieciom z Fatimy tajemnicę, która miała być ujawniona w 1960 roku. Nie lekceważmy znaczenia tego roku 1960. Lata sześćdziesiąte to okres radykalnych zmian nie tylko w społeczeństwie, lecz także, co ważniejsze, w Kościele. Wraz z pojawieniem się Vaticanum II promulgowano błędy, które Kościół katolicki już wcześniej potępił w nauczaniu papieży na soborach powszechnych. Aby wymienić kilka błędów Vaticanum II, to fałszywy ekumenizm i religijny indyferentyzm zostały wyraźnie potępione przez Papieża Piusa IX w Syllabusie błędów oraz przez Papieża Piusa XI w encyklice Mortalium animos. Oprócz ogłoszenia potępionych nauk, po Vaticanum II w 1969 r. pojawił się nowy porządek Mszy (który już na wstępie oficjalnie określał Mszę luterańską definicją), który jest liturgią nie posiadającą charakteru ofiary przebłagalnej. Dlatego też, kardynałowie Ottaviani i Bacci publicznie stwierdzili, że Novus Ordo Missae stanowi uderzające odejście od katolickiej Mszy zdefiniowanej przez Sobór Trydencki... Musimy teraz bardziej niż kiedykolwiek wsłuchać się w przesłanie Matki Bożej w Fatimie! Poprawa życia, modlitwa i ofiara za grzeszników, codzienne odmawianie różańca i uciekanie się do Jej Niepokalanego Serca jako schronienia w tych niespokojnych czasach) (nowość)

Ks. Stanisław Załęski SI. Walka Papieża św. Grzegorza VII w obronie wolności Kościoła. PDF ) (Przez lat blisko 40 Hildebrand już to jako kardynał i archidiakon Kościoła rzymskiego, już to jako papież dąży do urzeczywistnienia idei rzeczypospolitej chrześcijańskiej, pod hegemonią rzymskich papieży. Respublica christiana nie była pojęciem obcym X i XI wiekowi, ale rozumiano przez to przede wszystkim społeczeństwo świeckie skonfederowanych książąt pod wodzą cesarza, albo federację księstw i państewek pod egidą cesarstwa. Wyzyskali to pojmowanie rzeczy cesarze frankońscy i powoli rzeczpospolitę chrześcijańską przekształcali na imperium romanum, na cezaryzm, któremu jak ongi za Oktawiana Augusta, ulegać ma i najwyższe kapłaństwo, pontyfikat i Kościół. W myśl Hildebranda wszystkie ludy chrześcijańskie, tworzyć miały jedną wielką rodzinę, uznającą papieża za głowę swoją i przedstawiciela Chrystusowego, a książęta, króle i cesarze jako zwierzchnicy różnych gałęzi tej wielkiej rodziny poddani być mieli supremacji papieża, iżby między nimi a Stolicą świętą zapanował stosunek podobny do stosunku wasali do swego suzerena. Myśl ta niebyła utopią, opierała się ona na ówczesnych urządzeniach polityczno-społecznych, a w gruncie rzeczy nie była czym innym, jak przywróceniem zasady prawo przed siłą, zamiast zaprowadzanej przez frankońskich cesarzy maksymy: siła przed prawem. Toteż myśl ta stała się rzeczywistością; przez 300 lat papieże dzierżą w ręku ster spraw świata imperii reipublicae christianae; nic się bez przemożnej a dobroczynnej ich przewagi nie stało, są rozjemcami królów, obrońcami uciśnionych, powaśnione narody nakłaniają do zgody i wiodą je w bój wzniosły, ascetyczny, bo dla idei uwolnienia ziemi świętej z rąk pohańców, pielęgnują nauki, tworzą akademie i coraz to nowe instytucje cywilizacyjne, wysyłają misjonarzy do pogańskich ludów i nowe Kościołowi i Chrystusowi zdobywają krainy: są w całym słowa znaczeniu mentorami książąt, edukatorami ówczesnych społeczeństw, ojcami chrześcijaństwa. Podwaliny do tej wielkości prymacjalnej Stolicy św. Piotra, w której pewna szkoła historyków nic, oprócz ambicji i chęci tyranizowania sumień ludzkich dopatrzeć się nie umie, położył Hildebrand, Grzegorz VII... Cóż się działo z Grzegorzem VII? Opuścił co prędzej niewdzięczne miasto, rozżalony wielokrotną zdradą Rzymian, zbolały ruiną Rzymu, która jako prędka kara w ślad za zdradą nastąpiła, i zamieszkał w Salernie. Tu w jesieni 1084 r. odbył synod, na którym po raz trzeci wyklął Henryka i antypapę Wiberta. Legatów swoich wyprawił do Niemiec, aby klątwę ogłosili, a do biskupów i książąt i ludów rozesłał przez nich list okólny, dający miarę o wielkości cierpień jego duszy, list testamentarny, bo ostatni w jego życiu. Poczyna on się od słów Psalmu: "Quare fremuerunt gentes et populi meditati sunt inania. Reges terrae et principes convenerunt in unum adversus Dominum et adversus Christum ejus... Nie dla innych powodów podnieśli rękę na nas, jak tylko, żeśmy na niebezpieczeństwa Kościoła nie milczeli, i nie dopuścili, aby Kościół, oblubienica Chrystusowa, stał się niewolnicą... Prawdziwa wiara, którą Chrystus nauczał, biada nam, prawie z gruntu wywrócona, pośmiewiskiem się stała żydów, saracenów i pogan. Żydzi bowiem i poganie zachowują swój zakon, ale my chrześcijanie niewolnikami jesteśmy naszych pożądliwości i nie troszczymy się wcale o zbawienie nasze w tym i przyszłym życiu... Codziennie tysiące wojowników idzie na śmierć za sprawę swego świeckiego pana. Dla Boga i Zbawcy naszego nikt nie odważy swego życia, owszem, boją się, aby nie ściągnęli snadź na siebie gniewu niektórych potentatów świata. A gdy się znajdzie kilku, którzy z miłości prawa Bożego opór stawią nikczemnikom, to właśni ich bracia opuszczą ich haniebnie, a nadto okrzykną ich jako niemądre zapalone głowy. ...Odkąd na Stolicy Apostolskiej zasiadłem, zawsze starałem się o to, aby Kościół był wolny, czysty i prawowierny. Tego nie chciał ścierpieć stary nieprzyjaciel (szatan) i uzbroił wszystkie swe sługi przeciwko nam tak, że nad Kościołem rzymskim zawisło prześladowanie, jakiego od czasów wielkiego cesarza Konstantyna nikt nie pamięta. A więc bracia moi, posłuchajcie uważnie co wam powiem: Wszyscy chrześcijanie wierzą i wiedzą, że Piotr św., książę Apostołów, ojciec wszystkich wierzących, najwyższy pasterz po Chrystusie, a święty rzymski Kościół matką jest i mistrzynią wszystkich innych kościołów. Jeżeli więc wierzycie to i wyznajecie, to proszę i nakazuję wam, dopomóżcież na Boga ojcu waszemu i matce waszej, jeżeli pragniecie za ich pośrednictwem otrzymać teraz i na przyszłość odpuszczenie grzechów, łaskę i zbawienie"... Grzegorz VII materialnie uległ, moralnie zwyciężył; pokonany od wroga, opuszczony od swoich, umarł tułaczem a jednak na grobie jego wolność Kościoła zakwitła, duchowa potęga jego owładnęła króle i książęta, ludy i narody, i przez wieki całe dzierżyła rząd duchowny w rzeczypospolitej chrześcijańskiej. I Pius IX zwyciężony od wojsk piemonckich i masonii, ogołocony z mienia, opuszczony od państw katolickich umiera "więźniem w Watykanie". Nie weselsza jest dola Leona XIII, ale te materialne straty są moralnym zwycięstwem, bo Stolica święta to instytucja Boża i duchem Bożym rządzona, na prawdzie oparta i prawdę głosi, i naprzeciw hasłu starorzymskiego państwa wskrzeszonego dzisiaj: siła przed prawem, stawia zasadę i broni jej dzielnie: prawo przed siłą. W ludach i narodach tkwi, jak słusznie powiedział Tertulian, anima naturaliter christiana, to znaczy zmysł moralny i sumienie, i dlatego prawda i prawo ma dla nich i zawsze mieć będzie urok i powab nieprzezwyciężony; mogą one chwilowo dać się oszołomić wielkością starorzymskiego państwa opartego na sile, które wiek XIX wskrzesić usiłuje, mogą dać się porwać prądem nowatorskich doktryn coraz to śmielszych w negacji, ale wcześniej czy później ocknie się w nich moralne poczucie prawa i słuszności, przemówi sumienie, przyjdą więc i przylgną do ojca chrześcijaństwa i matki wszystkich wierzących, do namiestnika Chrystusowego i do Kościoła, który im to prawo przed siłą zawsze wskazywał, głosił, za obronę jego cierpiał i walczył – i zawsze zwyciężał) (nowość)

Ks. Julian Feliński. Bóg i wolność. PDF ) (Nie ma podobno człowieka na ziemi, któryby nie chciał być wolnym. Rozumiemy potrzebę mądrego swej wolności użycia, poddajemy więc swoją wolę pod jakieś prawa moralne, ale nie chcemy w żadnym razie przymusu, niewoli. I czyż nie słuszne to pragnienie? Czyż nie sam Bóg obdarzył nas rozumem, byśmy się nim w czynnościach swych rządzili, a tym samym działali z przekonania, z wyboru wolnej woli, a nie pod naciskiem przemocy? Czyż niewolnicza bojaźń nie jest pobudką niemoralną, hańbiącą?... Czyż nawet wolność ludzi dobrej woli, wolność czynienia tego co sprawiedliwe, co święte, nie może być osiągnięta na ziemi? Czy nawet jej pragnienie mamy z serca wyrzucić, kładąc je w poczet owych chorobliwych zachceń, którym im więcej dogadzamy, tym więcej powiększamy chorobę? Czy mamy przeto w biernej rezygnacji patrzeć na panowanie złego, i tylko mniejsze złe wybierać, aby większego uniknąć? A jeśli jest ratunek, to gdzie, na jakiej drodze? Na te pytania odpowiada nam Kościół, że wolność zgodna z wysokim przeznaczeniem człowieka, pragnieniom nieskażonego serca w pełni odpowiadająca, nie jest bynajmniej urojeniem. Bóg ją dał człowiekowi w chwili jego stworzenia, dla niego i dla jego potomków aż do skończenia świata, pod warunkiem dobrego jej użycia. Skutkiem grzechu człowiek rychło ją spaczył, ale przez łaskę Zbawiciela może na powrót odzyskać, choć nie bez trudu i bólu. W najszlachetniejszej części swej istoty, w duszy własnej, każdy z nas może się stać doskonale wolnym przez ścisłe z Bogiem zjednoczenie niezależnie od okoliczności zewnętrznych; z tej zaś duchowej wolności jednostek rodzi się miłość braterska i jednomyślność, na których się opiera wolność w życiu społecznym. Gdyby więc grzech nie był zapanował na ziemi, lub gdyby znowu całkiem z niej ustąpił, ludzkość cała przedstawiałaby nam rzeczywiście obraz społecznej wolności, podobny temu, jakiśmy wyżej nakreślili. A że grzech nie jest bezwzględną koniecznością, przeto i wolność powszechna nie jest niepodobieństwem. Byłoby to Królestwo Boże w pełni ziemskiego rozwoju, spełnianie woli Bożej jako w niebie tak i na ziemi. Wszak mamy rozkaz modlić się o to nieustannie, a modlimy się o to tylko, co być może; więc tak z pewnością być może, a nawet być powinno. Czy istotnie kiedy tak będzie przed skończeniem świata? Czy przyjdzie taka chwila, iżby już grzechu nie było i wszyscy ludzie bez wyjątku zupełnej używali wolności? Tego nam Bóg nie objawił, próżnym więc byłoby przenikać tajemnice przyszłości. Przypowieść o pszenicy i kąkolu, które róść mają razem aż do czasu żniwa, równie jak inne wskazówki każą nam raczej przypuszczać, że źli i dobrzy będą razem do końca świata; wolność zaś synów Bożych wtedy dopiero w pełni nastąpi, gdy Pan Bóg nowe niebo i nową ziemię dla nich stworzy. (Rzym VIII, 21; 2 Piotr. III, 13; Obj. XXI, 1)) (nowość)

Ks. Józef Archutowski. Encyklika w 1500 rocznicę św. Hieronima. PDF ) (30 września 1920 r. Kościół katolicki czcił 1500 rocznicę największego swego Doktora i tłumacza Pisma św. na język łaciński – Sofroniusza Euzebiusza Hieronima. Z powodu tej rocznicy Ojciec święty Benedykt XV wydał encyklikę, rozpoczynającą się od słów Spiritus Paraclitus. Fakt to nadzwyczajny, a posiada nader doniosłe znaczenie. Jak wydana przed kilku laty przez papieża Piusa X encyklika dla uczczenia św. Karola Boromeusza miała na celu zachęcić świat katolicki do reformy, wzorowanej na działalności tego świętego biskupa, tak również ogłoszona obecnie encyklika Spiritus Paraclitus ma na celu przypomnieć i zachęcić do umiłowania i badania ksiąg świętych – tego skarbu niebieskiego, w którym zawarte jest objawienie Boże. Życie i działalność św. Hieronima są w niej uwzględnione jako podkład i jednocześnie jako wzór do naśladowania dla dzisiejszych pokoleń. Nie ulega wątpliwości, że jak księgi Pisma św. są dowodem miłości i opatrzności Bożej względem ludzkości, tak również dziełem Bożym jest wzbudzanie mężów świętych i uczonych, którzy te skarby niebieskie swymi badaniami wyjaśniali i dawali nam dokładne ich rozumienie. Do tych mężów opatrznościowych należał też i Hieronim, któremu za jego przekład Pisma św. na język łaciński, jak również za prace egzegetyczne potomność dała słusznie tytuł Największego Doktora. Chwałą i uznaniem cieszył się on już u współczesnych; tym bardziej cieszy się nimi u późniejszych i dzisiejszych badaczy biblijnych. Św. Augustyn nazywał go najuczeńszym mężem, Sulpicjusz Sewerus – mężem najbardziej katolickim i najlepszym znawcą ksiąg świętych; Erazm Rotterdamski dawał mu zaszczytny tytuł – księcia teologów (princeps theologorum), a Kościół katolicki w modlitwie na 30 września przepisanej nazywa go "w wykładaniu ksiąg świętych Największym Doktorem") (nowość)

Ks. Jan Rostworowski SI. Świętego Roberta Bellarmina historyczne znaczenie i naukowe dzieło. PDF ) (Czy świadomie czy nieświadomie oddawali się złudzeniom pierwsi twórcy Reformacji, postawione przez nich zasady musiały konsekwentnie pochłonąć to wszystko, co chcieli zrazu uratować i zatrzymać: natchnienie Pisma świętego, Bóstwo Chrystusowe, odkupienie i łaskę, dogmat Trójcy i cały Skład Apostolski aż do wiary w osobowego Boga włącznie. W założeniach luteranizmu tkwił od początku ten bezgraniczny naturalizm liberalnego protestantyzmu dni dzisiejszych, który jest literalnie wysterylizowany z wszelkiego pozytywnego chrześcijaństwa. A jeśli gdzie jeszcze coś zostało z dogmatycznej czy etycznej nauki Chrystusowej, to zostało przez czystą niekonsekwencję, przez zaszczepienie na organizmach ewangelickich społeczności religijnych podstawowych zasad znienawidzonego katolickiego Kościoła... Zrozumiał więc Bellarmin, że do tych umysłów, dla jakich on przeznaczał swe Kontrowersje, trzeba było przemawiać inaczej. Zamiast dźwigać ich myśli od razu na najwyższe szczyty, aby z tych szczytów dopiero schodzić w bliskie doświadczeniu dziedziny, trzeba było im pokazać w tym świecie, który bezpośredniej obserwacji ich podlegał, jakąś potężną a łatwą do skonstatowania realizację nadprzyrodzonego porządku, która mogłaby służyć za punkt wyjścia do wszystkich dalszych nadprzyrodzonych poznań. Otóż tą rzeczywistością, bliską doświadczeniu, a jednak skupiającą w sobie wszystkie znamiona nadprzyrodzonego Bożego dzieła, jest dla Bellarmina Kościół. Jak cały bunt reformatorów uderzał wreszcie przede wszystkim w Kościół, tak dla niego Kościół jest dogmatem bezwzględnie centralnym, do którego odnoszą się w dziedzinie poznania wszystkie inne prawdy i rzeczywistości wiary. Chrystus jest dlań przede wszystkim głową Kościoła – w tym oświetleniu, omawiając Bóstwo Chrystusowe, traktuje o Bogu samym – łaska we wszystkich swych formach jest mu życiem Kościoła, sakramenty działalnością Kościoła, czyściec inną fazą istnienia Kościoła, niebo ostatecznym kresem ewolucji Kościoła, jednym słowem, koło Kościoła skupia się wszystko, a ten Kościół nie jest gdzieś daleko, w niepochwytnej sferze abstrakcji, tylko tu, na ziemi, mówiący o sobie tysiącem oczywistych dowodów, że jest istotnie dziełem działającej w naszym zjawiskowym świecie ręki Bożej... Ale po wtóre w samym ujęciu owego centralnego dogmatu Kościoła jest coś, co u Bellarmina nas szczególnie uderza. Oto, gdy przystępuje do traktatu o Kościele, myśl jego nie spoczywa najpierw ani na całej społeczności wiernych jako takiej, ani nawet na hierarchii owych "pasterzy i doktorów", których, wedle św. Pawła, dał Chrystus Kościołowi, aby mu byli ostoją prawdy. Dla wielkiego polemisty pierwszą i najważniejszą, logicznie i ontologicznie główną częścią Kościoła jest papież. Jak Chrystus w swej uroczystej zapowiedzi, danej Piotrowi w okolicy Cezarei Filippeńskiej, buduje cały Kościół swój na papieżu, chcąc żeby niejako z papieża wyrastał, tak Bellarmin całą rzecz o Kościele zaczyna od papieża, upatrując w papieżu, bezpośrednio opartym o Chrystusa, żywe źródło wszystkich sił i przymiotów i władz, jakie Kościołowi z woli Bożej przysługują... Bellarmin zrozumiał, że to ogromne pojęcie o papieżu, które sobie urobił i na niezmiernie potężnych dowodach ugruntował, nie może mieć wewnętrznej logiki i całkowitości, jeżeli ten najwyższy zwierzchnik i ta jedyna kolumna całego gmachu Kościoła nie ma zapewnionej sobie przez Boga nieomylności doktrynalnej, w urzędowym znaczeniu osobistej. On pojął, że tego dogmatu nieomylności bezwzględnie żąda i cały plan wewnętrzny dźwigniętej przez Chrystusa budowy i cała trwałość Królestwa Bożego na ziemi i cała harmonia funkcyj kościelnego organizmu. Papież musi być nieomylny – to postanowił sobie za wszelką cenę udowodnić, jakiekolwiek wywołałoby to żale i gniewy) (nowość)

Ks. proboszcz Jan Krysiński. Świętość i wiedza kapłana. PDF ) (Sama świętość jeszcze nie czyni kapłana plenum vas electionis. Gdyby sama świętość wystarczyła, można by ostatecznie na ambonę i do katechezy posłać prostego człowieka. Bez świętości kapłan jest nie dobry i niegodny swego stanu, ale bez wiedzy teologicznej staje się nieużytecznym. Kapłan musi multa studere, aby mógł vera docere. Dlaczego? Najprzód ze względu na Boga. Nieumiejętność kapłana jest wprost obrazą Majestatu Bożego. Kapłan bowiem jest posłańcem Bożym, przedstawicielem Boga w Jego królestwie na ziemi. Na przedstawicieli u państw zagranicznych wybiera się tylko najzdolniejszych mężów, którzy swoją wiedzą i roztropnością potrafią mocarstwom zaimponować i przez to od nich wymusić poważanie dla ojczyzny swojej. Kształcenie kapłana jest koniecznością ze względu na powagę Kościoła. Wrogowie Kościoła aż zanadto wysilają się w walce o zdobycie hegemonii na polu wiedzy i tak chętnie chcieliby zarzucić duchowieństwu katolickiemu ciemnotę i obskurantyzm. Jesteśmy świadkami, ile niechrześcijańskich inteligentów ofiaruje dzisiaj fałszywej nauce umysł i serce, aby jej utorować drogę do zwycięstwa. To jest pewne, że nieumiejętność kapłana w dzisiejszych czasach rewolucji umysłowej nie przyczyni się do podniesienia powagi Kościoła, ale łatwo jego autorytet u niewierzących obniży. Największe zło pojawiło się w Kościele, że przeciwnicy posiadali większą wiedzę od kapłanów. Nie bez przyczyny powiedział św. Franciszek Salezy, że Sacra doctrina jest ósmym sakramentem dla kapłana... Oczywiście nie od samej wiedzy kapłana zależy zbawienie jego i dusz jemu powierzonych. Już niejedne świeczniki nauki teologicznej padły ofiarą pychy i niedowiarstwa i wprowadziły w błąd cały szereg wiernych ludzi. Ci nieszczęśliwi kapłani zdobywali wiedzę, ale zaniedbywali modlitwy i uświęcenie siebie. Wiedzę ma też diabeł, mówił Pius X. Kapłan powinien łączyć w sobie obie zalety, być uczonym i świętym kapłanem. Kapłanowi bardzo jest potrzebna wiedza, ale jeszcze więcej świętość. Powiedział Ojciec św. Leon XIII: "Dajcie mi całą armię świętych matek, a ja zwyciężę świat". Jest w tym dużo prawdy. Ale śmiem twierdzić, że dzisiaj tylko armia świętych i umiejętnych kapłanów może uratować ludzkość przed ostatecznym upadkiem, gdyż świętych matek jest mało. Będzie ich na pewno więcej, jeżeli kapłani słowem i życiem swoim do świętości je pociągną. Zwycięstwo Kościoła katolickiego zawsze zależało od świętości i wiedzy kapłanów, od ich podobieństwa z Chrystusem, który w kapłanach żąda sobie podobnych narzędzi, aby przez nie działać przeciw duchowi zepsutego świata. Nie zewnętrznym blaskiem ani ogniem i mieczem, ale świętością i uczonością kapłanów może być zwyciężony antychrześcijański duch, który dzisiaj rządzi światem. Wiedzą i świętością Chrystus Pan pokonywał swoich nieprzyjaciół i zyskiwał sobie zwolenników i słuchaczy. Dopiero świętość uczonych Franciszków, Wincentych, Ignacych, Dominików umiała położyć tamę zgniliźnie moralnej i niedowiarstwu ówczesnego społeczeństwa i spowodować zwrot do miłości Boga i bliźniego) (nowość)

X. W. K..... W. Pesymizm czy optymizm? PDF ) (Nieraz się smucimy dlatego, że zbyt powoli zdobywamy serca ludzkie pomimo wielkiej gorliwości i pełnego poświęcenia. Oczywiście bywają nagłe nawrócenia, ale czyż częściej nie widzimy powolnego powrotu do domu ojcowskiego, jak go nam pięknie kreśli Chrystus Pan w przypowieści o synu marnotrawnym? Nie zapominajmy o tym, że Pan Jezus jest głębszym teologiem od nas. Kwas ewangeliczny powoli w ciągu wieków przeniknął świat. Zbyt optymistycznie patrzymy na wieki pierwszych chrześcijan i na wieki późniejsze. Obfite były wprawdzie owoce działań Apostołów, ogromne zdobyli Apostołowie przestrzenie, ale czy to były gminy rzeczywiście wielkie? Czy i tam nie było już kąkolu? Jakże opornie szła czasem praca! Gdy nam więc smutno na sercu, czytajmy listy św. Pawła, kazania średniowieczne, a stwierdzimy, że zawsze były skaliste serca, ludzie twardego karku. Lecz, może ktoś zauważy, dzisiaj wiele, tak bardzo wiele zła, tyle obrazy Bożej, a tak mało chwały Pana Najwyższego. Bezwątpienia jest wiele złego, niemniej trzeba przecież przyznać, że jest i wiele chwały Bożej... A ileż chwały i siły zadosyćczyniącej płynie chociażby z jednej Ofiary Mszy św.! Ku temu obrazowi światła i piękna zwróćmy oczy swe. Wpatrujmy się w całość wspaniałej budowy Kościoła Chrystusowego, a wzrośnie w nas zdrowy optymizm, płynący ze słów Zbawiciela: Ufajcie, jam zwyciężył świat!) (nowość)

Ks. Dr Aleksander Żychliński. Łaska uświęcająca a mistyczne Ciało Chrystusa. PDF ) (Chrystus jako Bóg-Człowiek jest wedle głębokiej nauki św. Pawła Głową owego wielkiego organizmu mistycznego, jakim jest Kościół. Bóg Ojciec "Jego dał, by był głową nad wszystkim Kościołem, który jest ciałem Jego, i pełnością Tego, który wszystko we wszystkich napełnia" (Efez. 1, 22-23). Chrystus jest głową mistycznego ciała mocą pełności łaski uświęcającej, jaką posiada Jego dusza połączona hipostatycznie ze Słowem Bożym; my zaś stajemy się członkami tego ciała mistycznego, kiedy "z pełności Jego bierzemy wszyscy, i łaskę za łaskę" (Jan 1, 16). Albowiem ta sama łaska, która uświęca człowieczeństwo Chrystusa, sprawia, że uświęca On innych jako głowa Kościoła (III, qu. 8, a. 5)) (nowość)

"Unia Apostolska". X. J. .......k. Umiejętność modlenia się. PDF ) (Jedną z przyczyn niedoskonałej modlitwy naszej jest modlitwa do Boga, ale bez Boga. Modlimy się, ale tylko wysiłkiem własnym bez szukania pomocy Bożej w tej czynności prawdziwie nieziemskiej jaką jest modlitwa. Wysiłek nasz modlenia się musi być wspartym łaską Bożą, dlatego przed modlitwą musimy się skupić należycie, skierować myśli do Boga i wezwać pomocy Bożej, aby modlitwa nasza była prawdziwie rozmową z Bogiem. Stąd bez poprzedniego skupienia się i wezwania pomocy Bożej, modlitwa nasza nie będzie wzniesieniem ducha do Boga, lecz będzie czynnością naszą, będzie czynnością ludzką. Sprowadzi to wiele zniechęcenia, nieraz zwątpienie i oziębłość serca. W tym tkwi nieraz źródło tak często napotykanego zdania, że modlić się mogą wybrane tylko dusze, że modlitwa przechodzi siły i usposobienie człowieka. Tymczasem modlitwa jest tą czynnością, która człowieka wynosi ponad inne stworzenia. Każdy człowiek ma duszę, stąd każdy czuje potrzebę modlitwy, nawet poganin nie znający prawdziwego Boga odczuwa potrzebę tej modlitwy i modli się na swój sposób. Pan Bóg udziela też tego daru modlitwy każdemu, który swoich sił nie szczędzi, aby wznieść się do Boga) (nowość)

Dante Alighieri. Ostatnia pieśń pierwszej części poematu "La Commedia" pod tytułem "Piekło", przekład X. Zygmunta Goliana. PDF ) (W tej pieśni Dante przedstawia Judasza i tych, którzy się skazili zbrodnią zdrady względem swoich dobroczyńców. Ukazanie się Lucyfera w zamarzłej rzece Kocyt... "Gdy myśl ze strachu prawie obumiera – Mistrz wystąpiwszy nieco naprzód, rzecze, «Oto masz straszną postać Lucyfera!». Czegom doświadczał naówczas – nie przeczę, Iż się bynajmniej wyrazić nie silę, Bo tego żadne słowo nie wywlecze – Z głębi wspomnienia. Powiem tylko tyle, Ile się w słowie człowieka pomieści – Że choć nie byłem jako trup w mogile – Nie żyłem przecież; z tej zaś opowieści – Wnoście czem byłem bez śmierci, bez życia. Cesarz wiecznego królestwa boleści – Z lodowatego wysunął ukrycia – Aż do pół piersi swą ohydną postać. Prędzej niemowlę dobyte z powicia – Wzrostem olbrzymom zdołałoby sprostać, Niźliby jemu olbrzymy zdołały – Od tej półpiersi do ramienia dostać. Jeśli w piękności taki był wspaniały – Jak jest ta jego straszliwa brzydota – I oczy jego archanielskie śmiały – Przeciwko Stwórcy podnieść wzrok zuchwały. O! cóż dziwnego, że wszelka sromota – Wzięła początek w tej pierwszej ohydzie, Że z niego wszelki błąd i zbrodnia idzie – A tuż za nimi idą wszystkie kary") (nowość)

Ks. Zygmunt Golian. O dziennikarstwie w stosunku do Kościoła. PDF ) (Dziennikarstwo jest dzisiaj jedną z sił poruszających wielką machinę społeczną. Dziennikarstwo katolickie jest warunkiem do wytwarzania zdrowych zdań i zbawiennych opinii w łonie społeczeństwa – jest ono pewnym rodzajem apostolstwa. Cóż jest bowiem przedmiotem dziennikarstwa w ogóle? Oto rozpowszechnienie idei – idea rozpowszechniona przez dziennik staje się popularną – idea popularna – to opinia publiczna, a opinia publiczna to siła poruszająca światem. Cóż znowu jest przedmiotem dziennikarstwa katolickiego? Oto rozpowszechnienie idei katolickiej, a tym sposobem uczynienie jej ruchem, życiem, czynem społeczeństwa. Że Kościół do działania w tej mierze obejść się może bez dziennikarstwa, jak się obchodził a posłannictwa swojego dopełni jak dopełniał sposobami wskazanymi raz na zawsze przez Tego, który jest jego życiem, siłą, pewnością – to rzecz niezawodna; ale, że to lub owo dane społeczeństwo potrafi osiągnąć dobro i utrzymać się w jego posiadaniu zaniedbując środków, jakie mu w czasach dzisiejszych Opatrzność zdarza, to rzecz zupełnie inna. Kościół bowiem ma Boską obietnicę nieomylności i trwania, a społeczeństwo jej nie ma, ma ją tylko o tyle o ile z Kościołem jest jedno; a że dziennikarstwo katolickie właśnie sprawę tego zjednoczenia z wielką korzyścią podnieść dzisiaj może i jest niezawodnie jednym z czynników danych ku naprawieniu tego co namiętności popsuły – więc dziennikarstwo to wobec potrzeb społecznych – i wobec Kościoła, działającego w celu natchnienia społeczeństwa swym życiem, ma swoje wielkie znaczenie i swe wielkie posłannictwo. Sam Kościół cóż upatruje dzisiaj w dziennikarstwie? Nic innego jak tylko formę, w której się objawia myśl ludzka. Dziennikarstwo więc jako forma myśli lub dążności może być dobrym albo złym według tej myśli lub dążności. Form przedstawiania i rozpowszechniania myśli Kościół nigdy nie potępiał, nigdy się o nią nie troszczył – ale jeśli skutecznie służyła ku rozpowszechnieniu dobrej myśli, wówczas i myśli i formie błogosławił) (nowość)

"Unia Apostolska". Akcja katolicka. PDF ) (Akcja katolicka jest zatem czymś innym niżeli często sądzą. Jest ona pogłębieniem życia religijnego i przepojeniem życia katolickiego duchem wiary katolickiej, wiary żywej i gorącej. Nie może wobec tego akcja katolicka mieć nic wspólnego ani z polityką ani z żadnymi dążeniami czysto materialnymi i doczesnymi. Pogłębienie ducha wiary, przeniknięcie tym duchem wiary całego życia społeczeństwa, aby wszystkie poczynania i wszystkie czyny ludzkie przejęte były duchem prawdziwie i szczerze pojętej chwały Bożej, oto zadanie akcji katolickiej. Nie będzie ona zatem jednolita wszędzie, nie będzie ona pod strychulec równa i ta sama, lecz będzie ona równa wszędzie w zastosowaniu do potrzeb stron i ludzi, gdzie się dokonywać będzie, jedno będzie równe w akcji katolickiej, zrozumienie, że wszystko podejmujemy i pracujemy dla chwały Bożej, w duchu prawdziwej wiary katolickiej, z miłości dla sprawy Bożej, dla pomnożenia tej chwały i tego Królestwa Bożego na ziemi, aby wszędzie zapanował pax Christi in regno Christi, aby Chrystus Król rządził i panował nie tylko w sercach wiernych synów Kościoła, lecz aby panował wszędzie na całym świecie, i aby Jego duch miłości ogarnął wszystkie dusze) (nowość)

"Unia Apostolska". Św. Pius X, Papież. Cześć dla Ojca Świętego. (Przemówienie). PDF ) (R. 1912 obchodziła Unia Apostolska swoje pięćdziesięciolecie. X. prałat Lebeurier zorganizował z tej przyczyny pielgrzymkę do Rzymu, w której brali udział członkowie Unii Apostolskiej z wszystkich diecezyj Francji. Na uroczystej audiencji dla wszystkich kapłanów-pielgrzymów miał Ojciec św. Pius X doniosłe do nich przemówienie. Było to nazajutrz po potępieniu modernizmu. Przemówienie to ma szczególniejsze znaczenie... "Jak bardzo pięknie powiedzieliście, że charakterystycznym dla kapłanów Unii Apostolskiej i ich odrębną cechą musi być i jest rzeczywiście miłować Ojca świętego, a to także przyczynia się do własnego uświęcenia. Aby zaś miłować Ojca świętego wystarczy zastanowić się nad tym, czym On jest. Ojciec święty jest stróżem dogmatu i moralności; jest On skarbnikiem zasad, które czynią rodziny cnotliwymi, wzmacniają narody i uświęcają dusze; jest On doradcą książąt i narodów; jest panującym, pod którym nikt nie odczuwa ucisku, ponieważ On jest zastępcą Boga samego; jest On Ojcem w całym tego słowa znaczeniu, który jednoczy w sobie wszystko, co miłujące, czułe i boskie, wszystko, co czyni Go godnym umiłowania, czułości i boskości. Zdaje się nie do uwierzenia, a mimo to jest bolesną rzeczywistością, że są kapłani, którym trzeba to dopiero przypominać; dzisiaj przecież jesteśmy w tym twardym i przykrym położeniu, iż musimy wołać do kapłanów: Miłujcie Ojca świętego! Jak zaś powinno się miłować Ojca świętego? Nie słowami tylko, ale czynem i ze szczerością: Non verbo neque lingua, sed opere et veritate. Miłując kogo staramy się dostosować do wszystkich myśli jego, staramy się wypełnić wolę jego i odgadnąć życzenia jego. Jeżeli zaś Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus powiedział: «Si quis diligit me, sermonem meum servabit (kto mnie miłuje, będzie chował mowę moją)» podobnie trzeba dla okazania miłości Ojcu świętemu być Mu koniecznie posłusznym") (nowość)

"Unia Apostolska". ...... k. Jak trzeba pracować nad udoskonaleniem własnym. PDF ) (Udoskonalenie własnej duszy jest więc pracą niełatwą, wymagającą wiele wytrwałości i trudu, a przede wszystkim nie jest pracą, którą można wykonać samemu bez pomocy Bożej i bez porządku. Porządek przedziwny to cecha budowy świata całego widzialnego, porządek taki zachować trzeba i przy budowie może najtrudniejszego gmachu, czyli udoskonalenia i uświęcenia siebie samego. W pracy tej potrzeba nie tylko pracy własnej, potrzeba nauki i doświadczenia kierownika duszy, potrzeba także poznania tych dróg, jakimi prowadził Bóg wielu przed nami. Drogi te poznamy w pismach najpierw prostych ascetyki, następnie w żywotach świętych, powoli wczytując się w te żywoty, które przedstawią nam, że i święci pracą żmudną i trudną dochodzili powoli, nieraz po długich latach wielkich wysiłków oraz pracy drobnej dla duszy swej do tej doskonałości, jaką w nich podziwiamy słusznie. Łatwą praca ta nie jest, ale nie przekracza sił naszych i możemy ją wykonać, o ile wysiłki nasze nie ustaną przy pierwszych niepowodzeniach, ani też nie będziemy chcieli stać się od razu doskonałymi, lecz będziemy na wyżyny dążyć pracą stałą, mając bezustannie jeden cel nasz przed sobą: Boga) (nowość)

"Unia Apostolska". Łucjan H.... Eucharystia a kapłan. PDF ) (Eucharystia, powiada św. Tomasz (S. Th. III. qu. 82. a. 1), to sakrament tak wielkiej godności, tak cudownej i mistycznej wspaniałomyślności, że inaczej sprawowany być nie może, jak tylko w imieniu samego Chrystusa. Kto zaś działa coś w imieniu innego, mieć musi tym samym moc i władzę działania przez niego udzieloną, być przez niego upoważniony (upełnomocniony). Podobnie więc kapłan, gdy bywa wyświęcony przez biskupa odzywającego się do niego z troskliwą pieczołowitością ojcowską: "Accipe potestatem offerendi in Ecclesia sacrificium tam pro vivis quam pro defunctis" otrzymuje władzę i moc kapłańską od Chrystusa, aby sprawować w imieniu Chrystusa Sakrament Ołtarza. Moc bowiem przemieniania nie leży w samych słowach: "Hoc est enim corpus meum", ale w mocy kapłańskiej udzielonej przy święceniach. Przez święcenia więc staje kapłan w rzędzie tych, którym Chrystus rzekł: "To czyńcie na moją pamiątkę" i dlatego pierwszorzędną i wielkiej wagi właściwością kapłana jest sprawować ten sakrament ofiary Ciała i Krwi Pana Jezusa. Słusznie przeto mówi św. Izydor: "Do kapłana należy, by sprawował sakrament Ciała i Krwi Pana na ołtarzu Boga"... Kapłan, który ofiaruje na ołtarzu Boga Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, staje się bezpośrednio uczestnikiem ofiary Jezusowej. Eucharystia bowiem jest nie tylko sakramentem, ale i ofiarą – ofiarą przebłagania za grzechy (św. Tomasz, S. Th. III. qu. 82. a. 4 i 1). "Kto zatem sprawuje ofiarę, mieć musi w niej uczestnictwo, powiada św. Augustyn, albowiem ta zewnętrzna ofiara, jaką składa, oznacza gotowość wewnętrzną, przez którą siebie samego ofiaruje". Kapłan ofiarując Bogu hostię, ofiaruje tym samym serce swoje, wolę swoją i rozum, całego siebie ofiaruje, składa z siebie ofiarę Majestatowi Najwyższemu. Dlatego to uczestnicząc w ofierze okazuje, że wewnętrznie przynależy do ofiary. Uczestniczy zaś kapłan w ofierze, jeśli z tej ofiary spożywa. Sposób ten spożywania ofiar znany już w Starym Testamencie, gdzie kapłani spożywali dary złożone na ofiarę. Jakże jednak w Nowym Testamencie odmienny przedmiot ofiary, jak o całe niebo różny. Tam płód ziemi, tu Słowo wcielone Ojca Niebiańskiego ukryte pod postacią chleba, który przemienił kapłan mocą własną w Chrystusa Ciało. Sam kapłan bezpośrednio karmi się Ciałem Chrystusowym, które spoczęło w jego rękach. Czyż zdajemy sobie sprawę z tak wielkiego, przeogromnego zaszczytu, jaki spotyka kapłana? Zaprawdę podziwiać i kochać trzeba ustawicznie nieskończoną miłość Boga, Jego całkowite, nie znające granic oddanie się, ogrom Jego nieprzebytej mądrości, która tak cudownie wplotła życie Chrystusowe w pasmo bytowania ludzi-kapłanów po wszystkie czasy aż do skończenia wieków. – Oto królowanie!) (nowość)

Ks. Dr Czesław Falkowski, Biskup Łomżyński. Św. Franciszek z Asyżu. W 700-ą rocznicę śmierci. PDF ) (Franciszek znalazł swój ideał życiowy, który będzie realizował usilnie: misja jego wymagała całkowitego wyrzeczenia, ubóstwa, wymagała miłosnej troski o chorych i nieszczęśliwych, ale przede wszystkim – opowiadania Królestwa Bożego na wzór Chrystusa i apostołów. Powrót do całkowitego, możliwie doskonałego przestrzegania rad ewangelicznych, chęć wskrzeszenia w sensie dosłownym sposobu życia Chrystusa i powołania apostolskiego staje się podwaliną nowego ruchu, szczególną drogą, objawioną przez samego Boga. "A potem, kiedy Pan dał mi braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, żem powinien żyć na modłę świętej Ewangelii" – pisze w swym Testamencie. Vivere secundum formam sancti Evangelii, – a więc prawem najwyższym i normą postępowania, drogowskazem życiowym będzie Ewangelia, rozumiana prosto, bez egzegezy sztucznej, która by zepchnęła ideał apostolski do kompromisu z warunkami życia. Za żadną cenę nie pozwoli Franciszek zszargać ideału ewangelicznego – rzeczywistości, nie chcąc by najmniejszych odchyleń, ugód, wygodnych tłumaczeń. "Szkołą jego jedyną była Ewangelia: żaden z ludzi wszystkich wieków tak jej żywo nie odczuł, tak się w nią nie wżył, tak jej nie przyjął za swoją sferę myślenia". Nigdy w całej historii Kościoła ewangelizm, tj. pełnienie rad ewangelicznych, idea najwierniejszego, możliwie literalnego naśladowania Chrystusa, życia apostolskiego, nie nabrały tak jaskrawego zabarwienia, takiej tężyzny, tryskającej życiem, tak wreszcie szerokiego zrealizowania, jak właśnie w ruchu, wytworzonym Franciszkową evangelica vocatio. Nic innego nie żąda Franciszek od Stolicy Apostolskiej, jak pozwolenia swemu bractwu na tryb życia, wskazany apostołom w Ewangelii: żyć w absolutnym ubóstwie, z pracy rąk własnych oraz jałmużny, nawoływać ludzi do zachowania prawa ewangelicznego... Wymowę Świętego cechuje nadzwyczajna prostota ewangeliczna, naturalność, łącząca się z oryginalnością, natchnienie, siła namaszczenia i uczucia. Posiadał wszelkie dane, by stać się mówcą ludowym, na wskroś popularnym: wyposażony był w inteligencję żywą, trzeźwą, pamięć dobrą, intuicję, polot wyobraźni, obdarzony hojnie głębią i szczerością uczucia oraz natchnieniem poetyckim. Czar jego płynął z łaski, co go przez pokorę wiodła do prostoty, nic wspólnego nie mającej z nieokrzesanym prostactwem. Wyrażenia: simplex et idiota, illiteratus oznaczały tylko, iż nie otrzymał wykształcenia teologicznego, nie był uczonym w ówczesnym pojmowaniu, że wreszcie do spekulacyj filozoficznych nigdy pretensyj nie rościł, usilnie dążąc w życiu do prostoty. Brak wykształcenia teologicznego zastępowała łaska i bystry, jasny umysł, którym umiał chwytać sedno rzeczy, a nawet w zawiłych kwestiach dać trafną, głęboką odpowiedź. Słusznie porównano jego teologię, płynącą z czystości umysłu i kontemplacji, do orła, co wysoko szybuje. "Słowa jego nie były czcze ani śmiechu godne, lecz pełne mocy Ducha Świętego, przenikające do głębi serca"... Celano w obrazie wewnętrznej postaci Franciszka pisze, iż był "słodki w obyczajach, z natury łagodny, miły w mowie... Miał umysł pogodny, ducha słodkiego, inteligencję trzeźwą... umysłu żywego, był obdarzony pamięcią, subtelny w dyskusji, roztropny, a we wszystkim prosty". W sylwetce "człowieka zewnętrznego", w tym portrecie historycznym, podkreśla wybitne zalety kaznodziejskie Franciszka: "Mąż wielce wymowny, o twarzy wesołej, obliczu łaskawym... mowa zjednywająca, ognista i przejmująca, głos silny, słodki, jasny i dźwięczny...". Tajemnica pociągania serc, tajemnica apostolstwa tkwi w miłości; nie rozum mędrca wstrząsa sumieniami mas, lecz zwycięskie serce świętego... "Powołanie ewangeliczne" harmonijnie złączyło pierwiastek kontemplacyjny z czynnym życiem apostolskim. Franciszek podzieli swój czas: jedną część poświęci sprawie połowu dusz ludzkich, drugą – samotności, w której chce otrząsnąć pył, co w stosunkach z ludźmi mógł przylgnąć do duszy. Obcowanie więc z Bogiem miało być dźwignią i siłą apostolstwa. Mawiał, iż źle czas dzielą ci, którzy całkowicie poświęcają go kaznodziejstwu, nic nie zostawiając na modlitwę, gdyż kaznodzieja przede wszystkim w modlitwie winien czerpać to, co głosić chce ludziom, ma "raczej wewnątrz płonąć, niż zimne słowa na zewnątrz wypowiadać". Sam z kontemplacji bierze wciąż nowe podniety gorliwości w apostolstwie: "z całego swego ciała tworzy język", odbywa dalekie i częste podróże misyjne, obchodząc nieraz w ciągu jednego dnia 4-5 zamków lub miast; po stygmatach, będąc chory i nie mogąc chodzić pieszo, na osiołku odbywa wędrówki; trawi go zapał o dusze, płynący z przeświadczenia, iż nie mógłby się uważać za "przyjaciela Chrystusa, gdyby nie miłował dusz, które On ukochał"; zapałem tym pragnie natchnąć zakon, który miał w duchu założyciela najściślej połączyć z kontemplacją apostolstwo. "Oddać się całkowicie ludowi, jak Chrystus i apostołowie, żyć dla ludu, wśród ludu, z ludem, stanowić jedno z ludem, wziąć udział we wszystkich jego sprawach, współczuć we wszystkich jego bólach i radościach, i wszystko to czynić tak, by przez to życie kontemplacyjne nie poniosło uszczerbku, lecz przeciwnie, by zostało wszechstronnie ożywione i pogłębione, oto jest jego program, jakiego nie postawił sobie żaden zakon dawniejszy". W tej trosce apostolskiej o dusze tkwi tajemnica wielkiej popularności ruchu franciszkańskiego. Ewangelizm i apostolstwo – właściwe podłoże ideału Franciszka, najbardziej charakterystyczna strona jego dzieła, splot życia kontemplacyjnego z wędrówkami misyjnymi uderzały swą nowością współczesnych. W św. Franciszku ujrzano nie tylko Poverella, nie tylko męża serafickiego, lecz przede wszystkim "nowego ewangelistę", który w epoce żywej tęsknoty ku ideałom ewangelicznym dokonał największego, najbardziej aktualnego dzieła, – "świętej nowości": odrodzenia Ewangelii i życia apostolskiego... Idealizm Franciszka spotkał się z realizmem rzymskiej organizacji Kościoła, który do jego ideałów odniósł się przychylnie, lecz zarazem ujął je bardziej trzeźwo i praktycznie. Szczerość przekonań katolickich Biedaczyny nie podlega wątpliwościom. Modlitwy jego, owiane rzewną prostotą i liryzmem, łączą się zawsze ze ścisłością dogmatyczną i dalekie są od sentymentalnych, nieokreślonych wylewów uczuć. W dziecięcym jego stosunku do Boga nie można znaleźć żadnych analogij do religijnego subiektywizmu protestanckiego lub adogmatycznej religii uczucia. Oryginalność ascezy Franciszka polegała nie na tworzeniu nowych form kultu, lecz na przepojeniu starych, tradycyjnych żarem miłosnego uczucia. Duch tej ascezy, a więc przede wszystkim kult Eucharystii, Matki Bożej, Świętych, aniołów – jest na wskroś katolicki. O przekonaniach Świętego może najwyraźniej świadczy zwłaszcza tak często i silnie podkreślany kult Eucharystii i płynąca stąd cześć dla ministrów ołtarza) (nowość)

Ks. Dr Fryderyk Klimke SI. Agnostycyzm. PDF ) (Jest to faktem niezaprzeczalnym, że filozofia agnostyczna prawie zawsze dochodziła i dochodzi do negacji Boga osobistego i stąd do ateizmu, monizmu lub panteizmu. Liczne pobudki, zwłaszcza psychologiczne i etyczne, zmuszają agnostyka do opuszczenia swego stanowiska chwiejnego, niejasnego i niezadawalającego. Na to samo wskazuje także życie praktyczne i cały ustrój psychiczny człowieka, jak niedorzecznym, niedostatecznym i nienaturalnym jest agnostycyzm. Można by go porównać do usposobienia nieprzyjemnego, w jakim człowiek się znajduje bezpośrednio przed chorobą; albo organizm zwycięży zarodki choroby i wróci do zdrowia, albo musi się poddać rosnącej sile choroby. Stąd pokazuje się dalej, jak niebezpiecznym jest postępowanie modernistycznych filozofów i teologów katolickich, opierających swą teologię i apologetykę na zasadach agnostycznych. Na razie nie chcą oni jeszcze odrzucić wiary w Boga; a ponieważ zdaje im się, że drogą rozumowania logicznego nie mogą udowodnić istnienia Boga, więc szukają źródła tego poznania i wiary w Boga i w cały nadprzyrodzony porządek w uczuciu, w woli, jednym słowem, w immanencji życiowej. Lecz oczywistą jest rzeczą, że taka teoria może być tylko przejściową, że jest pierwszym stopniem do ateizmu lub panteizmu. Skoro bowiem rozum nie może dojść do poznania Boga i tylko rzeczywistość otaczającego świata uznaje, to prędzej czy później dojdzie do przekonania, że uczucie bytu nieskończonego, uczucie religijne czysto subiektywne musi być czczą iluzją. Rzut oka na dzieje myśli ludzkiej przekona nas o tym, że nigdy nie utrzymało się na długo zdanie, mające wyłączną podstawę w uczuciu lub w ogóle w subiektywnej naturze człowieka, nie zaś w rzeczywistości przedmiotowej i ogólnych prawdach logicznych... Powiedzieliśmy, że możemy nie tylko poznać, że Bóg jest, ale po części także, kim Bóg jest: że możemy poznać nie tylko rzeczywistość, ale także naturę i istotę Boga. Jeżeli już poznanie istnienia Boga jest prawdziwym poznaniem, to poznanie istoty Bożej jest jeszcze doskonalszym i wyższym. Zaś poznanie istoty Boga jest podwójne, po części negatywne, po części pozytywne. Negatywne poznanie polega na wykluczaniu różnych możliwości jako nie nadających się do określenia istoty i własności Boga. W ten sposób dochodzimy do przekonania, że Bóg nie może być materią i w ogóle istotą złożoną. Dalej poznajemy, że Bóg nie może być sumą wszystkich rzeczy czyli całego świata, że nie jest duszą tego świata, że nie jest wynikiem odwiecznej ewolucji, że nie jest nieświadomą wolą ani też czystym rozumem bez woli itd. itd. Pozytywne poznanie istoty Bożej polega na tym, że Bogu przypisujemy różne doskonałości, jakich się Jego istota domaga. Jako pierwsza przyczyna Bóg jest sam z siebie, niestworzony, niezależny, wieczny. Z tego wynika znowu Jego nieskończona doskonałość pod każdym względem. Bóg jest bezwzględnie prosty, jest jeden tylko i niezmienny, jest doskonałym, osobistym duchem. Jego wiedza obejmuje jednym, niezłożonym i wiecznym aktem całą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość; przedmiotem tej wiedzy jest nie tylko byt rzeczywisty, ale także wszelki byt możliwy. Jego wola jest nieskończenie święta i można, wolna i niezależna od wszelkiej rzeczy nie będącej Bogiem samym. Jako duch nieskończenie mądry, święty i możny Bóg we wszystkich czynnościach swoich ma cel najwyższy i najdoskonalszy, jaki tylko jest możliwy, większą chwałę swoją. I dlatego poznajemy także, że celem wszystkich stworzeń wraz z człowiekiem może być tylko większa chwała Boża. Stąd wynika dziwnie jasne zrozumienie całego świata widzialnego; wszystko przedstawia się naszym oczom sub specie aeternitatis w całej swojej nicości, doczesności i zależności od Boga. Najwyższym zadaniem człowieka jest więc udoskonalenie moralne według praw Bożych wyrażonych w prawie przyrodzonym i prawie objawionym. Historia rodzaju ludzkiego przedstawia się w tym świetle jako droga do Boga, jako wychowanie człowieka do najwyższych swych zadań, jako walka o najwznioślejsze dobra, ale także zarazem jako księga sprawiedliwości Bożej. Istnienie zła fizycznego i moralnego otrzymuje tu jeżeli nie całkowite rozwiązanie, to przynajmniej dostateczne wytłumaczenie) (nowość)

Ks. Benedict Hughes CMRI. Korzenie problemów: Vigano dotyka źródła posoborowych błędów. PDF ) (Vigano zdumiewa fakt, że błędy synodu w Pistoi w 1786 roku, które zostały natychmiast potępione przez Kościół, pojawiły się ponownie w dokumentach Vaticanum II: "Ponowna lektura aktów tego synodu wprawia nas w osłupienie na widok dosłownego sformułowania tych samych błędów, które znajdziemy później, w jeszcze większej liczbie, na Soborze, któremu przewodniczyli Jan XXIII i Paweł VI. Z drugiej strony, tak jak Prawda pochodzi od Boga, tak też błąd karmiony jest przez przeciwnika i jego posila. Jest to wróg, który nienawidzi Kościoła Chrystusowego i jego serca: Mszy Świętej i Najświętszej Eucharystii". Następnie pokornie przyznaje, że został oszukany: "Przychodzi taki moment w naszym życiu, kiedy… stajemy przed decydującym wyborem dotyczącym przyszłości Kościoła i naszego wiecznego zbawienia. Mówię o wyborze między zrozumieniem błędu, w który praktycznie wszyscy popadliśmy, na ogół bez złych intencji, a chęcią patrzenia w inną stronę lub usprawiedliwiania się". Powtórnie stwierdza: "Tak jak sześćdziesiąt lat temu szczerze i ze spokojem wykonywałem wątpliwe rozkazy, wierząc, że reprezentują one pełen miłości głos Kościoła, tak dziś z równą pogodą ducha i uczciwością dostrzegam, że zostałem oszukany") (nowość)

Johann Peter SilbertŻywot Najświętszej Maryi Panny Bogarodzicy (uzupełniono)

Johann Peter SilbertŻywot Najświętszej Maryi... Księga piąta. §. II. Życie świętej familii w Egipcie. (Przy wejściu swoim do Egiptu poznała Panna najmędrsza, że mądrość Przedwiecznego z tą ucieczką daleko wyższe połączyła zamiary, niż to, żeby tylko Boskie dzieciątko od okrucieństwa Herodowego usunąć. Widziała tu bowiem z boleścią serca, jak ci ślepotą zarażeni Egipcjanie nie tylko złym duchom, ohydnym bożyszczom z drzewa i kamienia, ale nawet wężom i innym brzydkim zwierzętom boski oddawali pokłon, jak je za Boga żywego czcili. A bałwochwalstwo to rozszerzone było po całym tym kraju. Wszędzie było można widzieć świątynie bożków, gdzie nieszczęśni ci mieszkańcy złym duchom ofiary składali z uroczystą okazałością, i gdzie te moce ciemności przez niedokładne wyrocznie nędzny lud mamiły i zaślepiały. To widząc Matka żywota z całego serca i we łzach błagała Boga żywego, aby raczył łaskawie ślepotę tego ludu uleczyć, a potęgę złych duchów obalić, i aby Jego święte Imię wszędzie wielbiono, często także zanosiła swą pokorną prośbę do swego Boskiego dziecięcia względem tego strasznego bałwochwalstwa) (nowość)

Mario Derksen. "Jako owce, nie mające pasterza". Sześćdziesiąt lat Sede vacante. Referat wygłoszony na Konferencji Fatimskiej. PDF ) (Kiedy 9 października 1958 roku zmarł papież Pius XII, nikt nie mógł przewidzieć jakie nieszczęścia spadną na Kościół w nadchodzących latach. To, czego byliśmy świadkami w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat jest bezprecedensowe i gdyby komuś wówczas powiedziano, że w ciągu zaledwie kilku lat świat ujrzy rzekomy Kościół katolicki, który pogodził się z błędami współczesnego świata i przekształcił Mszę Świętą w protestanckie nabożeństwo, to by mu z pewnością nie uwierzył. Gdyby mu jeszcze powiedziano, że tak zwany "Kościół katolicki" w ciągu kilku następnych dekad będzie indoktrynował dzieci i dorosłych naturalizmem i tak zwanymi "prawami człowieka" oraz zaangażuje się w poszukiwanie prawdy wspólnie z heretykami, żydami, muzułmanami i poganami, to uznałby taką przepowiednię za szaloną. Tak wyraźny